Arezzo – tam życie jest piękne

Arezzo – tam życie jest piękne

Nie ma w nim tłumu turystów, a atrakcji wystarczy na cały dzień. Odnajdą się tam miłośnicy sztuki, antyków i filmów. Dla każdego coś dobrego.

Główny plac w Arezzo

Arezzo to jedno z najważniejszych miast Toskanii, stolica prowincji o tej samej nazwie. Znajduje się we wschodniej części regionu wśród czterech dolin, w pobliżu wielu urokliwych miasteczek, takich jak Cortona czy Montepulciano. Zostało założone w czasach etruskich, potem zdobyli je Rzymianie, którzy nadali mu nazwę Arretium. W kolejnych stuleciach miasto toczyło walki o niezależność. Ostatecznie zostało zdominowane przez coraz potężniejszą Florencję. Choć więcej straciło niż zyskało na tym podporządkowaniu, zachowało zmysł gospodarczy i przetrwało trudne czasy. Dziś jest to spokojne, eleganckie miasto, w którym kwitnie handel, a ludzie przyjeżdżają tu, by cieszyć się sztuką, szukać odniesień filmowych i robić zakupy antykwaryczne. 

Kolebka różnych sztuk

Arezzo ma szczęście do wielkich nazwisk. Stąd pochodził jeden z ojców literatury włoskiej Francesco Petrarka, tu urodził się także skandalizujący poeta renesansowy Pietro Aretino. Stąd wywodził się malarz Giorgio Vasari, uczeń Michała Anioła, twórca fascynujących „Żywotów najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów”. W domu, który należał do jego rodziny, zorganizowano muzeum poświęcone Vasariemu. W Casa Vasari można zobaczyć prace mistrza oraz innych malarzy z jego czasów. W 2011 roku hucznie obchodzono w mieście pięćsetną rocznicę śmierci sławnego mieszkańca.

Mniej znanym dziś aretyńczykiem był Guido d’Arezzo, zwany też Guido Monaco, benedyktyn z opactwa w Pomposie i teoretyk muzyki, który przeszedł do historii jako twórca solmizacji, czyli słynnego systemu głosek stosowanego do nauki śpiewu (do-re-mi-fa-sol-la-si-do). Od 1952 roku organizowany jest w mieście konkurs polifoniczny Guida d’Arezzo.

Historyczne centrum Arezzo

W poszukiwaniu skarbów

Arezzo to mekka dla wielbicieli staroci. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca i poprzedzającą ją sobotę odbywają się tu wielkie targi staroci zwane Fiera Antiquaria di Arezzo, podobno najstarsze i największe we Włoszech, a na pewno najbardziej znane. W wyznaczony weekend do miasta zjeżdżają się wystawcy i poszukiwacze okazji. Targ odbywa się na świeżym powietrzu, po prostu na uliczkach starego miasta i na głównym placu, co nadaje mu dodatkowego kolorytu i uroku. Kilometry staroci, drogich antyków i czarujących bibelotów w stylu vintage. Wiele osób kupuje, ale przyjeżdżają tu także miłośnicy włoskich klimatów, którzy fotografują ekspozycje pod chmurką. Tu naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. 


Niezwykłe atrakcje

Do Arezzo chętnie zaglądają także ci, którzy lubią zobaczyć na żywo to, co widzieli wcześniej w filmie. Wiele miast w Toskanii stanowiło scenerię dla filmów i seriali i ściąga teraz filmowych turystów, a Arezzo zasłynęło dzięki włoskiemu aktorowi i reżyserowi Roberto Benigniemu, który tu właśnie nakręcił swój wielki film „Życie jest piękne”. Wzruszająca historia miłości Guida i Dory osadzona w wojennych czasach rozpoczynała się właśnie w Arezzo, to na pochyłym Piazza Grande szalał na rowerze główny bohater, o czym wciąż przypominają zdjęcia wyeksponowane na specjalnych tablicach informacyjnych na placu. Swoją drogą Arezzo wydaje się idealnym tłem filmowych, tu także powstawał „Angielski pacjent” i wiele filmów włoskich.

Na głównym placu miasta dwa razy w roku odbywa się turniej historyczny zwany Giostra il Saracino. W przedostatnią sobotę czerwca i w pierwszą niedzielę września przedstawiciele czterech dzielnic miasta biorą udział w zawodach, podczas których jeźdźcy na koniach muszą trafić kopią w kukłę Saracena. Zadanie jest tym trudniejsze, że wszystko odbywa się w niezwykle efektownych, ale niewygodnych strojach średniowiecznych, a kukła, w którą należy trafić, porusza się. Turniej przyciąga nie tylko mieszkańców miasta, lecz także wielu turystów, a świąteczna atmosfera trwa cały tydzień, kiedy odbywają się próby i świąteczne uczty.

Piazza Grande w Arezzo

Renesansowe freski

Kilka kroków od głównego placu znajduje się bazylika św. Franciszka, a w niej cykl fresków Piera della Francesca „Legenda Krzyża Świętego”. Ten renesansowy malarz był ściśle związany z Toskanią, urodził się i zmarł w pobliskim Sansepolcro, ale jego kunszt malarski i nowatorstwo zapewniły mu międzynarodową sławę. Kilkunastoma freskami genialnie opowiedział historię krzyża, na którym umarł Jezus. To jedno z najlepszych dzieł toskańskiego mistrza, tym bardziej warto więc przy okazji wizyty w Arezzo przyjrzeć się jego surowej, ale wciągającej wizji historii. W katedrze znajduje się jeszcze jedno dzieło Piera della Francesca, oszczędna w środkach, spokojna i refleksyjna „Magdalena”.

Miłośnicy sztuki mają znacznie więcej do zobaczenia w mieście. W kościele św. Dominika można obejrzeć drewniany krucyfiks Cimabuego, w Santa Maria delle Pieve poliptyk Pietra Lorenzettiego, a w kościele Zwiastowania „Złożenie do grobu” Giorgia Vasariego. A to wciąż nie koniec atrakcji.

Magdalena Giedrojć


Zobacz także:



  Film „Superbohaterowie” Paola Genovese  – o miłości i o czasie

Film „Superbohaterowie” Paola Genovese – o miłości i o czasie

 Marco i Anna, zakochani prawie od pierwszego wejrzenia. Od spotkania w strugach deszczu i krótkiej pogawędki w bramie, gdzie schronili się przed ulewą. To oni są tytułowymi superbohaterami, bo trzeba mieć specjalne moce, żeby być razem przez lata. Dobry jest ten film Paola Genovese, dostarcza wielu wzruszeń, raz bawi, raz zasmuca. Samo życie.


 Lucio Dalla, znakomity włoski cantautore, napisał piosenkę pt. „Marco e Anna”. Ukazała się na jego płycie zatytułowanej po prostu „Lucio Dalla” w 1979 r. Piosenka opowiada

o miłości, która pojawia się w odpowiednim momencie w życiu Marca i Anny, by ich ocaliź i dać nadzieję. „Anna avrebbe voluto morire. Marco voleva andarsene lontano

Qualcuno li ha visti tornare Tenendosi per mano” – „Anna chciała umrzeć, Marco chciał wyjechać daleko. Ktoś widział ich jak wracają, trzymając się za ręce” – napisał Lucio Dalla.

„Superbohaterowie” to film kameralny, nakręcony z pomysłem. Paolo Genovese, autor przeboju „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, znowu przygląda się związkom miłosnym i życiu w parach. Robi to z dystansem, z lekką ironią. Tytułowi „Superbohatreowie” to Marco (Alessandro Borghi – „Suburra”, „The Place”) i Anna (Jasmine Trinca – „Pokój syna”, „Sekret bogini Fortuny”), a także postaci z prawie autobiograficznego komiksu, który pisze i rysuje Anna. Bo jak twierdzi, trzeba mieć wiele supermocy, by dać radę wytrwać razem. Te supermoce to m.in., cierpliwość, zdolność do kompromisów, otwartość. „Trudno jest być razem przez dziesięć lat, doczekanie razem lat 20 zdarza się rzadko, a przekroczenie tego zdarza się tylko superbohaterom” – słyszymy w filmie. A Marco i Anna dobijają właśnie do magicznej dwudziestki.

„Superbohaterowie” wychodzą poza ramy czasowe typowe dla komedii romantycznych i opowiadają też o tym, co dzieje się, gdy minie pierwszy miłosny szał i przycichną nieco hormony. Marco jest poukładanym naukowcem, fizykiem, a Anna to szalona, emocjonalna rysowniczka. Wiele ich dzieli, a jednak się kochają. Marco twierdzi, że wszystko można logicznie wytłumaczyć, a czas nie istnieje i jest sztucznym konstruktem. W pewnym momencie przekona się jednak, że nie wszystko da się zważyć i zmierzyć, a czas bywa boleśnie dosłowny.


Opowieść o związku Marca i Anny toczy się na przestrzeni wielu lat. Przeżywają wzloty i upadki, mają przed sobą sekrety, kłócą się i godzą. Narracja naprzemiennie pokazuje ich przeszłość i teraźniejszość. Płaszczyzny czasowe, w których rozgrywa się akcja, mają swoją dominantę kolorystyczną.

Anna i Marco mają przyjaciół, znajomych, dawnych kochanków i kochanki. Była narzeczona Marca, kardiolożka Pilar, pojawia się w ich życiu w bardzo dramatycznych okolicznościach i… staje na wysokości zadania. Żeby niczego nie zdradzić wystarczy powiedzieć, że jest więcej niż dyskretna.

Sposób, w jaki opowiadana jest historia Marca i Anny oscyluje między baśnią a realnością. „Superbohaterowie” delikatnie zaprawieni fantazją stawiają ważne pytania. Dwie godziny spędzone z tym filmem mijają niepostrzeżenie. Można pozachwycać się też widokami z Mediolanu, znad jeziora Como i z wyspy Ponza na Morzu Tyreńskim.

Beata Zatońska

   „Superbohaterowie”, Supereroi, reż. Paolo Genovese; scenariusz: Paolo Genovese, Rolando Ravello, Paolo Costella; zdjęcia: Fabrizio Lucci; Obsada: Alessandro Borghi – Marco; Jasmine Trinca – Anna; Vincio Marchioni – Vittorio, Greta Scarano – Pilar, Angelica Leo – Sofia. Czas trwania: 113 min., Włochy, 2021; dystrybucja w Polsce: Aurora Films      


 „Księgarnia w Paryżu” – urocza, filmowa baśń o miłości

„Księgarnia w Paryżu” – urocza, filmowa baśń o miłości

Zakochany w książkach melancholijny księgarz Vincenzo mieszka w Paryżu. Codziennie pija kawę, którą parzy mu barista pochodzący z Neapolu. Vincenzo dzieli czas między książki i opiekę nad ukochaną, niepełnosprawną córką. Jego życie niedługo się zmieni. „Księgarnia w Paryżu” to delikatna, baśniowa wręcz opowieść o miłości, pełna cytatów z literatury i muzyki.



Reżyserem i odtwórcą głównej roli jest Sergio Castellitto, aktor znany m.in. z takich filmów jak „Rodzina” Ettore Scoli, „Wieczór u Alicji” Carla Verdone, „Czas religii” Marca Bellocchio, „Ostatni pocałunek” Gabriele Muccino czy „Sprzedawca marzeń” Giuseppe Tornatore. Na platformie Netflix można obejrzeć film z nim w roli głównej pt. „Rocco Chinnici: Tak delikatnie całujesz mnie w czoło”. Castellito wyreżyserował też kilka filmów, m.in. „Namiętność” – za rolę w tym filmie Penelope Cruz dostała aktorską nagrodę od publiczności – Europejską Nagrodę Filmową.

Historia „Księgarni w Paryżu” zaczyna się od tekstu, który w 2002 r. Ettore Scola napisał razem ze swoją córką i Furio Scarpellim. Film według tego scenariusza nie powstał, wydano za to komiks z rysunkami Iva Milazzo pt. „Un drago a forma di nuvola” (Smok w kształcie chmury). Scenariusz Scoli nabrał teraz filmowego wyrazu pod reżyserską ręką Sergia Castellito.

W obsadzie, obok samego Castellito, który zagrał Vincenza, są Bérénice Bejo („Artysta”, „Przeszłość”, „Obłędny rycerz”) jako Yolande, żywiołowa sąsiadka, która odmieni życie Vincenza, oraz Matilda De Angelis („Wyspa Róży”) jako Albertine, córka Vincenza. Szalonym baristą jest raper Clementino. Paryska księgarnia Vincenza, w której rozgrywa się duża część akcji, powstała w studiach Cinecittà, co nadaje jej dodatkowego uroku.



Vincenzo żyje zanurzony w świecie książek, mieszka w lokalu nad księgarnią. Czytanie to dla niego esencja życia, przymyka oczy nawet na to, że klienci kradną ze sklepu książki. Opiekuje się niepełnosprawną córką, która straciła władzę w nogach po wypadku na basenie. Albertine porusza się na wózku i nie chce mówić; nosi nawet koszulkę z napisem „Nie mam słów”. Vincenzo czyta jej książki, które mogą pobudzić w niej chęć do życia, m.in. „Barona drzewołaza” Italo Calvino i „Don Don Kichota” Miguela de Cervantesa.

Pewnego dnia do księgarni Vincenza jak burza wpada piękna i żywiołowa Yolande, która szuka właśnie swego zaginionego psa. Yolande staje się stałą bywalczynią księgarni. Vincenzo wciąga ją w świat książek, bo aktorka nie wie zbyt wiele o literaturze. Podsuwa jej Borisa Viana i Marguerite Yourcenar. Coś się między Vincenzem i Yolande zaczyna dziać ciekawego. Krążą dobre uczucia, otwierają się serca.

Ten romantyczny, elegancki film jest świetnie zagrany. Ma urok trochę staroświeckiej baśni, w której wiele jest możliwe. Poza wszystkim można zasłuchać się w piękną filmową ścieżkę dźwiękową.

Beata Zatońska

„Księgarnia w Paryżu”, reżyseria: Sergio Castellitto, Scenariusz: Sergio Castellitto, Margaret Mazzantini, Ettore Scola (oryginalny scenariusz); Obsada: Sergio Castellitto, Bérénice Bejo, Matilda De Angelis: Zdjęcia: Italo Petriccione: Muzyka: Arturo Annecchino: Producenci: Włochy/Francja: Gatunek: Melodramat: Rok produkcji: 2021: Czas trwania: 90 min

Tytuł oryginalny: Il materiale emotivo, dystrybucja w Polsce: Aurora Films



   Montecatini Terme  – urocze toskańskie uzdrowisko

Montecatini Terme – urocze toskańskie uzdrowisko

Montecatini Terme wieczorami rozbrzmiewa muzyką. Ludzie tańczą i bawią się przed restauracjami. Tancerze to głównie kuracjusze z miejscowego uzdrowiska. Czasem nieśmiało dołączają do nich turyści, którzy w Montecatini są przejazdem. Temu toskańskiemu miasteczku koniecznie trzeba przyjrzeć się z dokładnie.



Wiele biur podróży uczyniło z Montecatini Terme punkt noclegowy dla wycieczek po Toskanii. Miasteczko leży w prowincji Pistoia, w Valdinevole. Blisko stamtąd do Florencji – ok. 40 km, Pizy i Lukki. Niedaleko znajduje się też Vinci, miejsca, gdzie urodził się i spędził pierwsze lata życia geniusz renesansu, czyli Leonardo da Vinci.

Od Etrusków do współczesności

Montecatini ma długą historię, która zaczyna się w czasach Etrusków. Ma, tak jak np. w Bergamo, ma swoją górną i dolną część. Ta dolna to część uzdrowiskowa, a na wzgórzu jest średniowieczne miasteczko, kompaktowe i śliczne.

Na wzgórzu, otoczonym bagnami, w średniowieczu zbudowano zamek obronny, osiedlili się tam też zakonnicy. Borgo było uczestnikiem walk, które toczono w Toskanii w czasach gibelinów i gwelfów – odbyła się tu słynna bitwa w 1315 r. Brał w niej udział prawdopodobnie Dante Alighieri.



Do Montecatini Alto jeździ urocza, staroświecka kolejka. Działalność funicolare uroczyście zainaugurowano 4 czerwca 1898 r., a był tam obecny m.in. Giuseppe Verdi. Funicolare to dwa czerwone wagoniki – Gigio i Gigia, które mijają się ze sobą w połowie wzgórza.

Montecatini Alto jest kompaktowe. Główny plac to Piazza Giuseppe Giusti. Są tu wąskie uliczki, urocze knajpki i ciekawe zabytki, m.in. osiem średniowiecznych wież. Warto zajrzeć do zabytkowych kościołów, m.in. św. Michała Archanioła, gdzie można podziwiać „Madonnę z Dzieciątkiem i świętymi”, dzieło ze szkoły Perugina. W Museo di Arte Sacra, pośród wielu ciekawych eksponatów, znajduje się relikwiarz św. Barbary. Zachowała się w Montecatini Alto część średniowiecznej fortecy – La Rocca.

Montecatini Alto przez lata było centrum komedii dell’arte. W Teatro dei Risorti w połowie XVII wieku w budynku miejskim rozpoczęła działalność Accademia dei Filodrammatici. Budynek teatru stoi przy głównym placu miasteczka.

Montecatini Atlto to także zapierające dech w piersiach widoki, które roztaczają się zza miejskich murów – panorama jest piękna za dnia i nocą.

Montecatini Terme

W lipcu 2021 r. ogłoszono, że 11 kurortów z siedmiu krajów Europy znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Decyzję taką podjął międzyrządowy Komitet Światowego Dziedzictwa podczas 44. sesji, która odbywała się w chińskim mieście Fuzhou. W tym zaszczytnym gronie znalazło się Montecatini.



Okoliczne wody lecznicze były znane już za czasów rzymskich. Walory lecznicze mają zarówno wody chlorkowo-siarczanowo-sodowe jak i borowiny. Stosuje się je w leczeniu schorzeń przewodu pokarmowego oraz przemiany materii oraz narządu ruchu.

Jako pierwszy opisał właściwości i wskazania lecznicze związane z wodami z Montecatini w 1417 r. Ugolino da Montecatini. Wspominał o łaźniach Bagno Della Regina, Bagno dei Merli i Bagno Nuovo, które dziś nosi nazwę Tettuccio. Zdrowotne walory wód z Montecatini doceniali Medyceusze, którzy przejęli wtedy władzę nad miasteczkiem w XIV wieku.

Rozkwit Montecatini jako uzdrowiska rozpoczął się w XVIII wieku, gdy rządzili w Toskanii Habsburgowie. Powstawały kolejne łaźnie, a książę Leopold nakazał osuszenie bagien wokół miasta i uregulowanie ujęć źródeł wody mineralnej. Na wiek dziewiętnasty przypada szybki rozwój uzdrowiska.

16 czerwca 1905 r. Montecatini Alto i Bagni di Montecatini zostały rozdzielone. 28 października 1928 roku zmieniono nazwę z Bagni di Montecatini na Montecatini Terme.

Zwiedzanie zabytkowych term to sama przyjemność. Wspaniale prezentują się np. Terme Tettuccio, utrzymane w stylu arte nouveau. Wody w Terme Tettuccio badała w 1918 r. Maria Skłodowska-Curie. Wydarzenie to upamiętnia marmurowa tablica.

Co zjeść w Montecatini?

Kuchnia Montecatini szczyci się doskonałymi daniami z wołowiny i mięsa dzika. Wspaniale smakuje też produkowana w okolicy ricotta, jest jedwabista, a wyrabia się ją z mieszanego mleka owczego i krowiego.

Koniecznie trzeba tam spróbować necci, czyli naleśników z mąki kasztanowej, z nadzieniem z ricotty.

Miejscowy specjał to cialda di Montecatini, czyli ciasteczko składające się z dwóch cienkich wafli przełożonych migdałowym nadzieniem.

Palio w Montecatini

W Montecatini Alto co roku odbywa się palio – konna gonitwa. Nie jest tak spektakularne jak w Sienie, ale bardzo ciekawe. Wznowiono je w tym roku pod koniec maja po przerwie spowodowanej pandemią. Pięć drużyn konkuruje o nagrodę główną, sztandar, który przez następny rok pozostanie u zwycięzców.

Beata Zatońska






 Mroczna podróż ku istocie zła. Donato Carrisi „Jestem otchłanią”

Mroczna podróż ku istocie zła. Donato Carrisi „Jestem otchłanią”

Troje bohaterów i trzy historie, które splatają się ze sobą w zaskakujący sposób. Donato Carrisi znowu zabiera czytelników w świat naznaczony zbrodnią. Bohaterowie „Jestem otchłanią” są poranieni i szukają na wszelkie sposoby ulgi w cierpieniu. Jeden z nich mówi o sobie tytułowe zdanie: „Jestem otchłanią”. Lektura tej książki jest jak mroczna podróż ku istocie zła, do jego źródeł. Wciąga i obezwładnia.


Carrisi często nie opisuje precyzyjnie miejsc, w których rozgrywają się jego historie. Tym razem jest inaczej, akcja rozgrywa się wokół jeziora Como, a autor poświęca mu wiele uwagi. Natomiast dwoje bohaterów to ludzie bezimienni – Sprzątający Mężczyzna i Łowczyni Much. Jest też Dziewczynka z Fioletowym Kosmykiem.

Sprzątający Mężczyzna kryje wiele tajemnic. Pracuje w przedsiębiorstwie oczyszczania miasta. Wie doskonale, że przeglądając śmieci, można się dowiedzieć prawie wszystkiego o tych, którzy je wyrzucili. On się bardzo pilnuje. Stara się być niewidzialny, rozpływa się w anonimowości.

Łowczyni Much szuka kobiet maltretowanych przez mężów i partnerów, by skłonić je do złożenia zeznań. Jej celem jest ukaranie tych, którzy wykorzystują swą przewagę, by stosować przemoc.

Dziewczynka z Fioletowym Kosmykiem pochodzi z bogatej rodziny, mieszka w pięknej rezydencji nad jeziorem. Ale i ona nie zaznaje spokoju. Pewnego dnia Sprzątający Mężczyzna ratuje jej życie i wyciąga ją z jeziora. Od tej chwili zaczną się jego kłopoty.

„Jestem otchłanią” to thriller, mamy więc serię tajemniczych morderstw, tych z teraźniejszości i tych z przeszłości. Z serii retrospekcji wyłaniają się wydarzenia sprzed lat, które sprawiły, że Sprzątający Mężczyzna i Łowczyni Much znaleźli się w takim właśnie miejscu w życiu.

Przez książkę przewija wiele pytań, a jedno z najważniejszych brzmi: kim jesteś? Odpowiedź na nie jest trudna. Carrisi poprzez losy bohaterów powieści pokazuje, jak potężna jest siła przeznaczenia, które bohaterowie noszą w sobie. Powodem wielu ich blizn, psychicznych i fizycznych, są rany zadane im w dzieciństwie.

W miarę rozwoju akcji rośnie chęć, by dowiedzieć się, co łączy trójkę głównych bohaterów. Napięcie staje się wręcz nieznośne. Gdy w końcu prawie wszystko staje się już jasne, zaskoczenie jest pełne. Nie bez przyczyny Carrisi jest zwany mistrzem thrillerów, a ta powieść wyszła mu bardzo dobrze. Trzeba tu podziękować tłumaczce, Annie Osmólskiej-Mętrak, za doskonałe tłumaczenie.

Prawnik, scenarzysta, pisarz

Carrisi studiował prawo, a pracę dyplomową napisał o Luigim Chiatti, zwanym „potworem z Foligno”. Morderca zabił dwóch chłopców – czteroletniego i trzynastoletniego. Mężczyzna został skazany za podwójne zabójstwo, obecnie przebywa w szpitalu psychiatrycznym będącym pod jurysdykcją więzienną na Sardynii.

Carrisi zrobił specjalizację z kryminologii, zajmował się m.in. behawioryzmem. Prawnikiem nie został, a wszystko, czego się nauczył, wykorzystuje w swoich doskonałych thrillerach. Ma do nich rękę. Za każdym razem zabiera czytelników w świat zła, do czarnej króliczej nory, gdzie rządzą strach, najgorsze instynkty oraz pragnienie zadawania bólu i zabijania.

Donato Carrisi pisze od lat młodzieńczych. Jest scenarzystą, dramaturgiem i reżyserem. Zaczynał od komediowych sztuk teatralnych, stworzył grupę Vivarte. Pisuje do włoskiej prasy, m.in. „Corriere della Sera”, napisał kilka scenariuszy seriali dla RAI.

W 2009 r. Donato Carrisi wydał pierwszą powieść pt. „Zaklinacz”. To był wielki sukces, książkę przetłumaczono na ponad 20 języków. Jego kolejne książki to m.in. „Hipoteza zła”, „Trybunał dusz”, „Łowca cieni”, „Władca ciemności”, „Dom głosów”. Dostał za nie wiele prestiżowych nagród.

Do tej pory zrealizował dwa filmy, które były adaptacjami jego powieści. W każdym z nich zagrały gwiazdy światowego kina. Najpierw była „Dziewczyna we mgle” (2017), w której zagrali Jean Reno i Toni Servillo. Film ten przyniósł mu nagrodę David di Donatello za najlepszy debiut reżyserski.

Nowa książka i nowy film

W 2019 r. Carrisi wyreżyserował kolejny film według swojej powieści. To „W labiryncie”. W tym filmie także zagrał Toni Servillo, a drugą gwiazdą był Dustin Hoffman.

Trwają zdjęcia do „Jestem otchłanią”, reżyserem i scenarzystą jest oczywiście Donato Carrisi. A we Włoszech wyszła jego kolejna powieść pt. „La casa senza ricordi” (Dom, który nie ma wspomnień). Powraca w niej znany z „Domu głosów” Pietro Gerber, psycholog dziecięcy, który specjalizuje się w hipnozie. Jego pacjentem zostaje mały Nico, chłopiec bez pamięci. Odnaleziono go po długich poszukiwaniach, kiedy wszyscy zwątpili już, że mały żyje. Nico fizycznie jest w świetnym stanie, psychicznie – wręcz przeciwnie... 

Beata Zatońska

Donato Carrisi, Jestem Otchłanią (Io sono l’abisso), Tłumaczenie: Anna Osmólska-Mętrak; Wydawnictwo: Albatros; 2022; ISBN: 978-83-8215-895-3














 Bergamo, mała i cenna lombardzka perełka

Bergamo, mała i cenna lombardzka perełka

Bergamo jest piękne i zabytkowe. Można tu świetnie zjeść i zanurzyć się w historyczno-artystyczne klimaty. Jeśli da mu się szansę, oczaruje każdego turystę, nawet tego najbardziej wymagającego. Znajdą tu dla siebie coś melomani, miłośnicy malarstwa, entuzjaści turystyki gastronomicznej i wielbiciele dobrego wina. W Città Alta można zjeść romantyczną i pyszną kolację, rozkoszując się niezwykłymi widokami. A potem spacer wąskimi uliczkami starego miasta.


Bergamo jest kompaktowe i przyjemnie się je zwiedza na piechotę. Sprzyja to jedzeniu lodów, piciu kawy i przyglądaniu się ludziom. Via Sentierone to miejski salon Bergamo, ulica jest pełna sklepów, barów i restauracji. Gwarno tu i przyjemnie.

Wycieczka

W Città Bassa jest co najmniej kilka ciekawych miejsc do odwiedzenia. To np. Teatro Donizetti, czyli opera. Słynny kompozytor Gaetano Donizetti, autor m.in. takich oper jak „Łucja z Lamermooru” czy „Napój miłosny”, urodził się w Bergamo w 1797 r. Tam też miała premierę jego pierwsza opera, „Pigmalion”. Donizetti mieszkał m.in. w Mediolanie, Rzymie, Paryżu i Neapolu, ale pod koniec życia wrócił do Bergamo, gdzie zmarł w 1848 r. W Teatro Donizetti odbywa się co roku festiwal operowy poświęcony jego patronowi. Przy via Arena 9 mieści się muzeum kompozytora.

Kolejny ważny artystycznie punkt w Bergamo to Accademia Carrara przy Piazza Giacomo Carrara. Hrabia Carrara podarował w testamencie w 1796 r. swoje zbiory sztuki miastu. Jego kolekcja liczy 1,8 tys. obiektów, a są wśród nich m.in. arcydzieła takich mistrzów jak Pisanello, Mantegna, Bellini, Tiepolo, Botticelli, Rafael, Tycjan, Lotto czy Moroni. W odremontowanej siedzibie Accademii organizowane są też ciekawe wystawy czasowe. Niedaleko znajduje się galeria sztuki współczesnej, GAMeC, do której też warto zajrzeć.


W Città Bassa koniecznie trzeba wejść do kościoła Santo Spirito, gdzie znajdują się obrazy Lorenzo Lotto i do kościoła San Bartolomeo, gdzie można podziwiać ołtarz z XV wieku.

Dobrze jest też powłóczyć się uliczkami Bergamo i trafić na tonące w zieleni niewielkie kanały.

Gwóźdź programu w Bergamo to oczywiście Città Alta. Z dolnej części miasteczka jeździ tam urocza, staroświecka kolejka – funicolare. Została zbudowana w 1887 r. i ma dwie linie. Wagoniki mijają się na wzgórzu, jeden pociąg kolejki jedzie w dół, drugi – w górę. Jeśli zajmie się dobre miejsce, można podziwiać widoki.

Do Città Alta można się dostać na piechotę, droga jest przyjemna; warto to zrobić, gdy się ma trochę więcej czasu. Alternatywą jest podróż autobusem miejskim lub spacer schodami.

Trasę spacerową do górnej części Bergamo można zaplanować tak, by wejść przez Porta San Giacomo (Brama św. Jakuba). Można stamtąd robić świetne zdjęcia, bo widać doskonale okalające stare miasto mury weneckie i panoramę okolic Bergamo.


Starówka jest urokliwa, pełna wąskich uliczek, sklepów z pamiątkami, barów, lodziarni, restauracji i antykwariatów. Są tu place i placyki, a najważniejsze i największe to Piazza Vecchia i Piazza del Duomo. Oba duże place są połączone. Piazza Vecchia otaczają średniowieczne budowle, jest tu Palazzo della Ragione z 1199 r. Nieopodal jest wybudowana w XII wieku Torre Civiva, na którą można wjechać windą. Jest tam też Palazzo Nuovo, fontanna Contarini i biblioteka Angelo Maio.

Przy Piazza Duomo jest Cappella Colleoni, bazylika Santa Maria Maggiore, którą zaczęto budować w 1137 r. oraz baptysterium z 1340 r.

Obowiązkowy jest spacer wzdłuż murów weneckich. Mają ponad sześć kilometrów, a wzniesione zostały w XVI wieku przez Republikę Wenecką.

Historia

Bergamo zostało założone przez Celtów w czasach przedrzymskich. W I wieku przed naszą erą zajęli je Rzymianie i nazwali je Bergamomum. Potem przechodziło z rąk do rąk, rządzili tam m.in. Longobardowie i ród Viscontich z Mediolanu. Od 1428 r. Bergamo stało się częścią Republiki Weneckiej i wtedy powstały potężne mury obronne. Wenecjanie panowali tam aż do epoki napoleońskiej, potem przyszły krótkotrwałe Republika Bergamo, Republika Cisalpińska i Królestwa Włoch.

8 czerwca 1859 r. wkroczył do miasta Giuseppe Garibaldi na czele swoich oddziałów. Tak skończyła się w Bergamo obca dominacja. W 1860 roku Bergamo dużą liczbę ochotników do wyprawy Garibaldiego, co pozwoliło chlubić się tytułem „Miasta Tysiąca”. Miasto rozwijało się, a od początku XX wieku przyspieszyła rozbudowa jego dolnej części.

Co zjeść w Bergamo?


Casoncelli to pierogi z dziurką z nadzieniem z mięsa, do którego dodaje się rodzynki, natkę pietruszki, pokruszone amaretti i ser. Podaje się je polane podsmażoną na maśle pancettą z szałwią.



Polenta Taragna – jest przygotowywana na bazie mąki kukurydzianej i gryczanej zmieszanej w odpowiednich proporcjach. Do masy dodaje się też ser fontina lub branzi, by uzyskać „polenta onta”. Taką polentę, pokrojoną na kawałki podaje się z masłem szałwiowym albo w towarzystwie duszonej wieprzowiny lub mięsa z dzika.

Na deser trzeba zjeść lody stracciatella, czyli tamtejszy specjał. Zostały wymyślone właśnie w Bergamo. Powstały w 1961 r. w kawiarni La Marianna, którą w 1953 r. od pierwszych właścicieli kupiła para Toskańczyków. Enrico Panattoni stworzył kremowe, śmietankowe lody, w których są nieregularne pasma ciemnej czekolady. Słowo „stracciare” po włosku znaczy „drzeć, rozrywać”. W Abruzzo, Emilii Romanii i Marche popularna jest zupa, nazywana stracciatella, czyli coś w rodzaju rosołu z lanymi kluskami. La Marianna nadal istnieje w Città Alta i warto tam wpaść na lody.

Zdaniem mieszkańców Bergamo, gdy ma się złamane serce, trzeba zjeść kawałek ciasta Donizettiego (Turta del Donizet). To babka aromatyzowana likierem Maraschino z kandyzowanymi owocami. Jak mówi legenda, przygotował je kucharz Gioacchina Rossiniego na specjalną prośbę swego pracodawcy, gdy ten planował kolację z kolegą, kompozytorem Donizettim.

Beata Zatońska





 Luca Cesari odkrywa tajemnice włoskiej kuchni. Carbonara ze śmietaną czy bez? A może z małżami?

Luca Cesari odkrywa tajemnice włoskiej kuchni. Carbonara ze śmietaną czy bez? A może z małżami?

Luca Cesari o włoskiej kuchni wie chyba wszystko. Dania, o których pisze, zna od podszewki – sam je przygotowuje, a potem próbuje. W swojej znakomitej książce pt. „Historia makaronu w dziesięciu daniach”, która ukazała się niedawno w tłumaczeniu Mateusza Kłodeckiego w Wydawnictwie Znak, burzy kulinarne mity krążące o włoskiej kuchni. W wywiadzie opowiada nam o historii najsłynniejszych włoskich dań.


Napisał pan książkę zabawną, zajmująca i pełną wiedzy. Jest jednocześnie fascynującą opowieścią naukowo-historyczną i książką kucharską. Jest pan naukowcem, pisarzem czy kucharzem?

Teraz jestem przede wszystkim historykiem gastronomii. Jestem również dziennikarzem, popularyzatorem wiedzy i kucharzem; gotuję głównie dla rodziny i przyjaciół. Czuję się też trochę archeologiem, bo badam przeszłość, a to, co wykopuję ze starych ksiąg, to niezwykłe przepisy, w których używa się znanych dziś składników, ale połączonych w dziwny dla nas sposób. Mam doświadczenie archeologiczne, pracowałem przy wykopaliskach przez ok. 10 lat. Dla dzieci wymyśliłem postać Kreta Archeologa (Archeotalpa), przewodnika po Muzeum Archeologicznym w Castelfranco Emilia.

Książka nosi tytuł „Historia makaronu w dziesięciu daniach. Od tortellini do carbonary”. Makaron to danie flagowe kuchni włoskiej?

Zdecydowanie tak, nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić włoskiej kuchni bez makaronu. Włosi jedzą makaron od wielu setek lat. Ale to nie jest tak, że w dawnych książkach kucharskich znajdziemy przepisy na dania z makaronu, które teraz się jada. Przekopałem się, niczym archeolog, przez stare książki kucharskie, roczniki gazet i czasopism. Przepisy kulinarne, tak samo jak język czy obyczaje, są żywe i zmieniają się w czasie. Ulegają także różnym wpływom i modom.

Gdy już zebrałem materiały, wybuchła pandemia. Siedziałem więc w domu, pisałem i gotowałem. Praca nad tą książką była doskonałą wymówką, dzięki której mogłem przygotowywać dania według dawnych receptur i doświadczać nowych smaków. Wiele z tych przepisów udało się łatwo odtworzyć, choć bywają wśród nich dania, które są dla współczesnego podniebienia zaskakujące. Chodzi np. o używanie cukru i wielu przypraw w daniach mięsnych.

Pokazuje pan w swojej książce, że nie ma czegoś takiego jak przepisy kanoniczne, które przez wieki się nie zmieniają. Mówi pan też o gastropurystach, czyli ludziach, którzy są „współczesnymi pretorianami kuchni włoskiej” i wiedzą doskonale, jakie powinny być składniki tradycyjnych potraw. Przez włoskie media przetaczają się raz na jakiś czas burze, jak np. ta związana ze sławnym mistrzem kuchni Carlo Cracco, który powiedział, że używa czosnku do amatriciany.

Opowiadam o historii 10 dań z makaronu. Okazuje się, że przepisy na te potrawy, które teraz gastropuryści uważają za jedyne i niepodważalne, jeszcze np. 100 lat temu nie istniały. Jeśli chodzi o Carla Cracco, to został wtedy uznany niemalże za kulinarnego zbrodniarza, bo „wszyscy wiedzą, że do amatriciany nie używa się czosnku”. Oficjalny list w tej sprawie pojawił się na stronie gminy Amatrice. Przypomniano, że w skład prawdziwej amatriciany wchodzą: pomidory, pieprz, ostra papryczka, guanciale, pecorino i białe wino. Czosnku tam nie ma, a sos z czosnkiem na pewno jest pyszny, ale nie można nazywać go all’amatriciana.

A jak się ma sprawa z carbonarą? Miłośnicy włoskiej kuchni w Polsce sprzeczają się, czy można ją robić ze śmietaną czy też nie. Rozmawiałam niedawno z Amerykaninem, który twierdził, że tylko i wyłącznie ze śmietaną, bo tak robiła jego babcia, rodowita rzymianka.

Babcie zawsze mają rację, czyli dla niej i dla niego kanoniczna jest wersja carbonary ze śmietaną. Po raz pierwszy wspomina się o carbonarze w dzienniku „La Stampa” w 1950 r., ale w artykule nie ma przepisu. W 1952 r. pojawia się pierwszy przepis na carbonarę w prasie amerykańskiej. To oczywiście nie znaczy, że nikt wcześniej we Włoszech nie przygotowywał w ten sposób makaronu. Ale dopiero w 1954 r. eksploduje „sprawa carbonary”, zaczynają się mnożyć przepisy, które różnią się niektórymi składnikami i sposobem przygotowania.


O carbonarze i jej pochodzeniu krąży wiele opowieści. Mówi się m.in. o kucharzu, który przygotował to danie dla amerykańskich żołnierzy w Rzymie pod koniec II wojny światowej, o karbonariuszach, czyli sekretnym stowarzyszeniu, które odegrało ważną rolę w procesie zjednoczenia Włoch), o węglarzach. Czy któraś z nich jest prawdziwa?

Każdy może sobie wybrać swoją. Są prawdopodobne, ale nie ma na ich potwierdzenia dowodów. O tym, co zwykli jadać węglarze, wiemy mało, a i karbonariusze nie pozostawili po sobie żadnego przepisu na podobne danie z makaronu. Wojenną wersję pochodzenia carbonary rozpowszechniał kucharz Renato Gualandi, który twierdził, że przygotował to danie na bankiet wydany dla dowództwa wojsk amerykańskich i angielskich w Riccione. Podawał przepis, w którym jest śmietana. W opowieści Gualandiego jest mnóstwo nieścisłości, zachowało się np. menu bankietu, a tam dania podobnego do carbonary nie ma.

Spaghetti alla carbonara to teraz bez wątpienia jedno ze sztandarowych dań kuchni włoskiej. Amerykanie robią je na swój sposób. W mojej książce podaję kilka przepisów, w tym m.in. ten, którym zachwycała swoich gości na przyjęciach aktorka Marisa Melrini. Używała jajek, parmezanu, szynki San Daniele i białego wina. Bardzo mi to danie Merlini smakowało. Przygotowałem też m.in. przepis na carbonarę z małżami. Dziwne wrażenie, zwłaszcza że wg przepisu małże trzeba było posiekać.

Jak pan przygotowuje carbonarę?

Najbardziej lubię wersję z jajkami, pecorino i guanciale.

Książkę otwiera rozdział opowiadający o potrawie fettuccine Alfredo. To amerykańsko-włoski mit?

Przepis na podobne danie można znaleźć w wielu dawnych książkach kucharskich. Tak kiedyś jadano makaron, z serem i masłem, in bianco. Przepis na fettucine Alfredo wymyślił Alfredo di Lelio, właściciel rzymskiej restauracji w 1908 r. Jego żona była wyczerpana po porodzie i Alfredo chciał jej przygotować coś lekkiego i pożywnego. Przyrządził więc fettucine z kaszy manny i dodał do nich świeże masło i parmezan. Żona była tym daniem zachwycona i poradziła mężowi, żeby włączył je do menu w restauracji. Potem fettuccine Alfredo spróbowali amerykańscy turyści i jego sława poszybowała za ocena.

Na kulinarne ołtarze wyniesiono je jednak dzięki hollywoodzkim gwiazdom, Mary Picford i Douglasowi Fairbansowi, którzy zachwycili się smakiem tego prostego dania i mianowali Alfreda di Lelio „królem makaronu”. Od tamtego czasu pojawiło się wiele wariacji oryginalnego przepisu, także z dodatkiem np. śmietany, czosnku lub natki pietruszki. W USA rozpowszechniła się ta potrawa też m.in. dzięki masowej produkcji dań do szybkiego przygotowania. Sos na bazie śmietany, masła i sera można tam kupić w saszetkach lub puszkach.

Kuchnia włoska to synteza kuchni regionalnych?

Tak, Włosi żyli i nadal żyją regionalnie. W jedno państwo zjednoczyli się w połowie XIX wieku. O kuchni włoskiej możemy mówić od chwili, gdy Pellegrino Artusi wydał książkę pt. „Włoska sztuka dobrego gotowania”. Nie kopiował przepisów z dawnych książek kucharskich, ale zbierał je od ludzi. Tak rozpowszechniły się w całym kraju przepisy regionalne.

Do którego dania ma pan największy sentyment? Do tortellini? Urodził się pan i wychował w Bolonii, stolicy tortellini.

Z tortellini łączy mnie wiele wspomnień. Przed Bożym Narodzeniem spotykamy się i rodzinnie je lepimy. Przyrządzam je przed każdą imprezą. W Bolonii przygotowuje się jej na każdą okazję. Tortellini powinny narodzić się w Bolonii, ale historia pokazuje co innego. Faszerowany makaron zaczęto przygotowywać w średniowieczu, potwierdzają to pochodzące z tamtego czasu traktaty kulinarne. Gotowano je w rosole, a nadziewano m.in. mięsem i warzywami, m.in. inulą (oman). Pierwszy przepis na tortelli bolognesi pochodzi z 1501 r. i były one smażone. Historia gastronomii burzy więc wiele panujących powszechnie przekonań.

Beata Zatońska

Luca Cesari, Historia makaronu w dziesięciu daniach, tłumaczenie Mateusz Kłodecki, Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.





 „Chiara”  –  ekspresowe dorastanie w Kalabrii

„Chiara” – ekspresowe dorastanie w Kalabrii

Tytułowa bohaterka filmu Jonasa Carpignano, Chiara, to szczęśliwa nastolatka. Ma kochającą rodzinę, grono przyjaciółek. Jest otoczona ciepłym, rodzinnym kokonem. Rzeczywistość brutalnie wdziera się w jej życie wraz ze zniknięciem ojca. Hiperrealistyczny film Carpignano wciąga widza w świat Chiary i na dwie godziny teleportuje do kalabryjskiego miasteczka Gioia Tauro.


Urodzony w Nowym Jorku Jonas Carpignano ma 38 lat, mieszka w Kalabrii, we wspomnianym miasteczku od 10 lat. Tam nakręcił swoją kalabryjską trylogię, „Chiara” jest ostatnią jej częścią. Carpignano przyjechał do Gioia Tauro, by nakręcić krótkometrażówkę „A Chjana” o imigrancie z Afryki. Film okazał się świetny i otworzył Carpignano drogę do kolejnych produkcji. „Mediteranea” – pierwszy film trylogii, rozwinął historię z „A Chjana”. Potem Carpignano nakręcił film pt. „Ciambra”, który powstał przy wsparciu samego Martina Scorsese; Ciambra to dzielnica Gioia Tauro zamieszkała przez Romów.

Kino Carpignano wyrosło z włoskiego neorealizmu. Reżyser jest blisko swoich bohaterów, kamera prowadzona z ręki zagląda im prosto w oczy. W obsadzie są sami amatorzy, ludzie stamtąd, z Gioia Tauro. Filmową rodzinę Guerrasio gra rodzina Rotolo.

Chiara ma piętnaście lat. Jest radosną nastolatką. Ma kochającą rodzinę, dwie siostry – starszą i młodszą – grono przyjaciółek, trenuje bieganie. Jest oczkiem w głowie ojca, Claudia. Film zaczyna się, gdy trwają przygotowania do hucznego przyjęcia urodzinowego Giulii, najstarszej córki państwa Rotolo, która kończy 18 lat.

Urodziny przypominają wesele, wszyscy doskonale się bawią. W radosną atmosferę powoli wkrada się niepokój. Claudio jest podenerwowany, czujne oko Chiary wychwytuje obcych mężczyzn, którzy pojawiają się w lokalu, gdzie odbywa się przyjęcie.

Wkrótce świat Chiary wywraca się do góry nogami. Nocą wybucha zaparkowany przed domem samochód jej ojca, a sam Claudio znika bez śladu. Matka uspokaja dziewczynki, że tata jest bezpieczny, ale musiał na chwilę wyjechać. Chiara jest jednak nieufna, zaczyna coś podejrzewać. Gdy w internecie znajduje informację, że jej ojciec, Claudio Guerrasio, jest poszukiwanym przez policję handlarzem narkotyków i mafiosem, przeżywa szok.


Nikt z rodziny i przyjaciół nie chce z Chiarą rozmawiać o mafii. O takich rzeczach się wie, ale o nich się nie mówi. To w Gioia Tauro, największym porcie we Włoszech, położonym niedaleko Neapolu, normalna sprawa. To miejsce, dokąd płynie przemyt kokainy, białego złota ‘ndranghety, kalabryjskiej mafii.

Chiara jest uparta i niezależna. Szuka ojca, chce się z nim skonfrontować. Nie przyjmuje tłumaczeń matki, że wszystko jest w porządku. Odkrywa, że pod powierzchnią tzw. normalnego życia, które wydawało jej się jedynym, pulsuje rzeczywistość, w której rządzi mafia.

W Gioia Tauro rządzi organizacja, o której się nie mówi. Potężna, oparta na rodzinnych komórkach ‘ndrangheta. Jednak jej członkowie nie czują się przestępcami. Jak mówi w pewnym momencie Claudio, on nie zrobił nic złego, po prostu zarabia pieniądze. Dla jednych ‘ndrangheta to jest mafia, a dla niego – jedyny sposób na przetrwanie i utrzymanie rodziny.

Chiara zdaje sobie sprawę, że musi wybrać, czy zaakceptuje sposób życia swoich najbliższych, czy ma walczyć o inną przyszłość dla siebie. Zwłaszcza że otwiera się przed nią taka możliwość, bo opieka społeczne chce umieścić zbuntowaną nastolatkę w rodzinie zastępczej w Urbino.


Carpignano w skali mikro, przyglądając się rodzinie Guerrasio i jej otoczeniu, pokazuje to, co dzieje się w Kalabrii. Robi to w sposób mistrzowski, pełen emocji, choć używa surowych środków wyrazu. Rodzina Rotolo, która zagrała w jego filmie, dała popis aktorski. Swamy, odtwórczyni roli Chiary, dostała nagrodę David di Donatello. To był drugi występ młodziutkiej aktorki u Carpignano. W filmie „Ciambra” także zagrała Chiarę Guerrasio, ale jej postać pojawiała się tam na drugim planie.

Beata Zatońska

„Chiara” – nagrody: 2021 – Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes – Nagroda główna sekcji Directors’ Fortnight; 2022 - CinEuphoria Awards - nagrody: najlepszy reżyser, najlepszy montaż, Top10 roku; 2022 -Nagrody David di Donatello - nagroda: najlepsza aktorka,nominacje: najlepszy scenariusz oryginalny, najlepszy montaż, najlepsza muzyka, najlepszy producent; 2021 - Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Zurychu – najlepszy film zagraniczny; 2021 - Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Sztokholmie – konkurs główny, nagroda za najlepszy scenariusz; 2021 – Europejski Festiwal w Sewilli – konkurs główny, nagroda dla najlepszego reżysera 2021 – Lisbon & Estoril Film Festival – konkurs główny, nagroda dla najlepszej aktorki (Swamy Rotolo); 2021 - Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Jerozolimie; 2021 - Flamandzki Międzynarodowy Festiwal Filmowy – konkurs główny; 2021 - Independent Spirit Awards – nominacje: najlepszy scenariusz, najlepszy montaż; „Chiara”, (A Chiara), dramat, Francja / Włochy 2021; Reżyseria: Jonas Carpignano; Scenariusz: Jonas Carpignano; Muzyka: Dan Romer, Benh Zeitlin; Zdjęcia: Tim Curtin; Obsada: Swamy Rotolo, Rosa Caccamo, Claudio Rotolo; Dystrybucja w Polsce: Aurora Films

Szparagi –  sezonowy cud

Szparagi – sezonowy cud

 Sezon na szparagi trwa w najlepsze. We Włoszech można się cieszyć wieloma ich odmianami. Są więc szparagi zielone, białe i… fioletowe. Przepyszne są dzikie szparagi – cienkie, delikatne i bardzo aromatyczne. Szparagi są niskokaloryczne, oczyszczają organizm i są afrodyzjakami. Jak je przygotować? Im danie prostsze, tym lepsze. Podajemy garść informacji o szparagach i przepis na szparagi po wenecku.   


Szparagi jadalne to młode pędy wielorocznej rośliny. Niewiele potrzeba, by przyrządzić z nich pyszne danie. Wiele miejscowości szczyci się swoimi sposobami na przygotowanie szparagów.

Legendy

Bardzo cenione są szparagi, które rosną w miejscowości Bassano del Grappa w Wenecji Euganejskiej. Mają mięsiste, grube, kremowobiałe pędy. Wg legendy zaczął je uprawiać pewien rolnik. Działo się to w szesnastym stuleciu. Po gwałtownej burzy, która zmiotła z powierzchni pola i ogrodu prawie wszystko, co tam rośnie, rolnik zaczął szukać pożywienia, wykopując to, co pozostało po roślinach pod ziemią. Tak trafił na przepyszne szparagi. I od tamtej pory zaczął je hodować.  

 Wg innej szparagowej legendy św. Antonio z Padwy przywiózł z jednej ze swoich afrykańskich misji nasiona szparagów, by przebłagać nimi gniewnego i bardzo okrutnego pana Ezzelina III da Romano. Trochę nasion wypadło mu w okolicy Bassano dela Grappa i tak zaczęła się historia słynnych szparagów z tamtej okolicy.  A działo się to wszystko w XIII wieku.

  Zajadali się szparagami mieszkańcy Republiki Weneckiej. Wśród miłośników tego warzywa był m.in. słynny uwodziciel Casanova.  

Dzikie szparagi

  Najwięcej dzikich szparagów zbiera się m.in. w lasach Umbrii, Piemontu, w Dolinie Aosty i w Trydencie-Górnej Adydze. Sezon na nie trwa od końca marca do końca czerwca.  

  Ludzie „zaprzyjaźnili” się z dzikimi szparagami już wiele wieków temu. Zaczęli je też uprawiać. Jak napisał Pellegrino Artusi w książce „Włoska sztuka dobrego gotowania” zajadali się nimi już starożytni Rzymianie.  O szparagach pisał m.in. Pliniusz Starszy oraz Katon w „De agri cultura”.  

Cesarzowi Augustowi przypisywane jest powiedzenie „velocius quam asparagi coquantur”, czyli szybciej niż ugotują się szparagi.  

Fioletowe szparagi

Fioletowe szparagi to liguryjska specjalność. Szczyci się nimi Albegna w prowincji Savony. Te szparagi to unikat na skalę światową. Mają maślaną konsystencję  i nie mają włókien.

Zbiory fioletowych szparagów zaczynają się 18 marca, a kończą w dniu dedykowanym św. Józefowi, czyli 24 czerwca.

Fioletowe szparagi powstały spontanicznie – skrzyżowały się dwa gatunki dzikich roślin.

Szparagi po wenecku (Asparagi alla Veneta)

Składniki na cztery osoby:

Ok. 750 gramów szparagów zielonych lub białych

Trzy jajka ugotowane na twardo

Łyżka białego octu winnego

Cztery łyżki dobrej oliwy z oliwek

Sól, pieprz

Przygotowanie

Szparagi czyścimy – białe trzeba dokładnie  oczyścić z włókien po odłamaniu zdrewniałego końca; zielonym wystarczy odłamać zdrewniały koniec.

Szparagi gotujemy al. dente w osolonej wodzie; pilnujemy, by ich delikatne końce się nie rozgotowały  

Jajka obieramy ze skorupek i miksujemy z octem, oliwą i przyprawami.

Szparagi odcedzamy, wykładamy na półmisek, polewamy sosem  jajecznym i podajemy.  

Beata Zatońska

Fot. Pixabay 

  Fascynujące opowieści o historii, czyli „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana”

Fascynujące opowieści o historii, czyli „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana”

Rzym jako mała, niepozorna wioska, która leży zagubiona gdzieś nad rzeką? Brzmi nieprawdopodobnie, ale takie były początki stolicy wielkiego, starożytnego imperium. Amerykański historyk Thomas R. Martin, specjalista od historii starożytnej, napisał podręcznik akademicki, który czyta się jak fascynującą powieść. Martin systematyzuje i fascynuje. Bardzo precyzyjnie pokazuje przy tym, jak powstała rzymska potęga i dlaczego upadła.


Autor szuka odpowiedzi na trudne, jak podkreśla, pytanie „w jaki sposób społeczeństwo oparte na wielowiekowej tradycji wartości etycznych, łączących ludzi ze sobą w system patronów i klientów (jest to hierarchia społeczna zakładająca wzajemne zobowiązania między członkami wyższych i niższych warstw społeczeństwa) i które odniosło tyle sukcesów militarnych, mogło ponieść tak spektakularną porażkę”.

Thomas R. Martin, opierając się na źródłach historycznych, analizuje najważniejsze aspekty działania Imperium Rzymskiego, od polityki i ekonomii, poprzez religię i warstwy społeczne, po struktury militarne. Szczególnie interesująco wygląda to, co autor książki „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justiniana” napisał o roli religii w historii rzymskiej państwowości. Stawia świetnie obronioną hipotezę, że politeizm sprzyjał demokracji. Pokazuje też, jak rozwój chrześcijaństwa przyczynił się do stopniowego topnienia rzymskiej potęgi. Był to oczywiście jeden z całego zestawu czynników, jednak znaczący.

Historia Rzymu, jak podkreśla autor, jest opowieścią pełną niepewności i kontrowersji. Do części historii brakuje bowiem większej ilości wiarygodnych źródeł, a to podstawa dla pracy historyka. Martin, opowiadając o imperium, opiera się na klasycznym, trzyczęściowym podziale jego historii, czyli na monarchię, republikę i cesarstwo.

Jakie były Rzymu początki? Zaczęło się od skromnej wioski, która leżała w fantastycznym miejscu. Już na samym początku mieszkańcy osady kontrolowali bród na Tybrze i przystań w Ostii, u ujścia Tybru do morza. Lepszego startu wymarzyć sobie nie można było. Do tego trzeba dodać żyzne ziemie wokół, przyjazny klimat i siedem rzymskich wzgórz, które dawały poczucie bezpieczeństwa.

„Lokalizacja Rzymu daje nam fundamentalną podpowiedź w rozwiązaniu kwestii bliskiej niemal łamigłówce, jak ta mała, biedna i ignorowana społeczność wyewoluowała w największą potęgę obszaru Morza Śródziemnego. Geografia i klimat Rzymu pomogły jego mieszkańcom, w dłuższej perspektywie, stać się bogatymi i potężnymi”. A potem rozwojowi rzymskiej potęgi sprzyjało umiejętne prowadzenie wojen, kolejne podboje i bogacenie się na nich. Jak podkreśla Martin, okresy pokoju były tam okresami zmarnowanymi, jeśli chodzi o okazję do pomnażania dóbr.

Książka jest wyposażona w spis źródeł, tabele chronologiczne, mapy i wykresy, dzięki którym rzymska historia nabiera przejrzystości. To doskonały, fascynujący wstęp do pogłębionych studiów. „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana” to pozycja obowiązkowa dla miłośników Włoch, którzy chcą zrozumieć najdawniejsze dzieje Półwyspu Apenińskiego. Nawet największy laik po lekturze książki Martina zrozumie dzieje najwspanialszej cywilizacji w Europie i na świecie.

Beata Zatońska

Thomas R. Martin, „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana”, tłumaczenie: Mateusz Fafiński, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2022