Masaccio. Człowiek, który otworzył okno na świat (MG)


Spójrz na ten obraz. Nie jest piękny tym pięknem, do którego jesteś przyzwyczajony, ale musisz przyznać, że trudno oderwać od niego wzrok. Jeśli oglądasz go tam, gdzie został namalowany, to pewnie nie widzisz wszystkiego zbyt dokładnie. Wystarczy jednak lornetka lub choćby dobra reprodukcja, by dostrzec to, co sprawia, że o Wygnaniu z raju Masaccia nie sposób zapomnieć.

Ciało rzeczywiste
Jest w tym fresku dramatyzm niespotykany w czasach, gdy powstawał; rzadki zresztą również w czasach późniejszych. Aby dostrzec, jak bardzo to malarskie przedstawienie było odrębne i oryginalne, wystarczy spojrzeć na sąsiednią ścianę w kaplicy Brancaccich we florenckim kościele Santa Maria del Carmine, gdzie znajduje się Kuszenie namalowane przez Masolina. Obaj panowie, Masolino i Masaccio, malowali w kaplicy wspólnie, nie dzieliły ich stulecia i epoki. A jednak patrzące na siebie przedstawienia Adama i Ewy zdają się należeć do dwóch zupełnie innych światów.

Na prawo Masolino. Wszystko jest tu delikatne i eleganckie, spojrzenie Ewy jest spokojne i zamyślone, Adam wydaje się zainteresowany, ale nie traci powściągliwości. Gesty obu postaci są dyskretne, miękkie. Na lewo Masaccio. Adam i Ewa w ruchu, nie pozują jak u Masolina. Adam zakrywa twarz rękami, widać jednak grymas, jaki na jego twarzy pojawił się pod wpływem emocji. Ewa jest naprawdę zrozpaczona, nawet nie próbuje ukryć bólu. Twarz wykrzywiona krzykiem, a może głośnym, zawodzącym płaczem, który obejmuje całe ciało. Ręce zakrywają to, co wstydliwe, ale nie ma w tym wyrafinowanej elegancji jak w antycznych rzeźbach Wenus. Ciało Ewy to ciało rzeczywiste, jak u kobiet znanych nie ze sztuki, a z życia. Niewymodelowane, z lekkimi krągłościami; włosy odrzucone do tyłu, bez śladów troski o fryzurę. Masolino zadbał i o figurę, i o fryzurę Ewy; Masaccio w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Nie to było dla niego ważne. Skupił się na emocjach towarzyszących wygnaniu z raju. Ból, przerażenie tym, co nastąpi, pewnie i poczucie winy. Wszystkie stany duszy mieszają się, a co ważniejsze, uzewnętrzniają w ruchach ciał i mimice twarzy. To prawda, że samo wygnanie jest daleko bardziej emocjonalne niż kuszenie, ale nietrudno się oprzeć wrażeniu, że Masaccio nawet w kuszeniu dostrzegłby więcej niż Masolino, choć Adam i Ewa mogliby przy okazji stracić nieco na swej urodzie.

Tajemniczy młodzieniec
Kim był autor tego niezwykłego fresku? Młodzieńcem, który kilka lat później na zawsze zniknął z malarskiej sceny. Masaccio urodził się 21 grudnia 1401 roku w San Giovanni Valdarno. W 1417 roku zamieszkał we Florencji, gdzie stał się malarzem. Pierwsze przypisywane mu dzieło to tryptyk Madonna z Dzieciątkiem i czterema świętymi, datowany na 1422 rok, dzieło jeszcze niezapowiadające malarskiego rewolucjonisty. Tronująca Madonna z Dzieciątkiem, u jej stóp dwa anioły, po bokach czterej święci. Tryptyk jak ze sieneńskiego Trecenta, elegancki i wyważony, namalowany zgodnie z tradycją i obowiązującymi tendencjami. Twarz Madonny szlachetna, lekko nieobecna. Zdawać by się mogło, że oto narodził się kolejny zdolny malarz swoich czasów. Ale chwilę później przyszło zlecenie z Santa Maria del Carmine, które pokazało, że młodzieniec należy już do następnej epoki. Epoki, której istnienia wielu nawet jeszcze nie przeczuwało.



Majętny i wpływowy Felice Brancacci, kupiec i dyplomata, ufundował ozdobienie ścian w kaplicy znajdującej się w kościele ojców karmelitów po drugiej stronie rzeki Arno. Prace rozpoczął w 1423 lub 1424 roku Masolino; wkrótce dołączył do niego utalentowany, ale jeszcze niezbyt znany Masaccio. Nie pracowali przez cały czas razem, Masolino musiał na jakiś czas wyjechać. Kiedy wrócił, relacje odwróciły się i to Masaccio wydawał się przewodzić w tym swoistym malarskim pojedynku. Zresztą choć dekorowali tę samą kaplicę, każdy z nich od początku pracował na własny rachunek. Masolino namalował Kuszenie, Masaccio stworzył Wygnanie. Masolino przedstawił Uzdrowienie chromego i wskrzeszenie Tabity, Massacio z historii św. Piotra wybrał między innymi Chrzest nawróconych i Grosz czynszowy. Prawdopodobnie w 1426 roku prace przy dekorowaniu kaplicy zostały przerwane, powrócono do nich kilkadziesiąt lat później. Do malowania przystąpił wówczas Filippino Lippi, który tak doskonale wpasował się w klimat miejsca i już istniejące freski, że wielu nawet nie podejrzewało obecności trzeciego artysty w tej kaplicy.

Kaplica Brancaccich od początku swego istnienia zachwycała i przyciągała miłośników malarstwa. Jak wieść niesie, przychodzili tam Michał Anioł, Domenico Ghirlandaio, Sandro Botticelli, Fra Angelico czy Rafael Santi. Wszyscy chcieli zobaczyć i zrozumieć, podpatrzeć warsztat i być może przejąć część nowoczesnych rozwiązań, które pojawiły się pod pędzlem młodziutkiego Masaccia. To niewiarygodne, że do dziś możemy podziwiać freski w kaplicy Brancaccich, historia nie oszczędzała bowiem tego miejsca. Najpierw w niełaskę popadł sam fundator, skrzętnie usuwany z życia publicznego i wszelkich wizerunków. Pod koniec XVII wieku uznano, że malowidła należałoby usunąć. Na szczęście do tego nie doszło, ale fresk Wygnanie Masaccia zyskał listki figowe zakrywające nagość Adama i Ewy; usunięto je dopiero podczas konserwacji w ostatnich dekadach wieku XX. Jakby tego było mało, w 1771 roku wybuchł w kościele duży i groźny pożar, który zniszczył sporą jego część. Gotycki kościół trzeba było odbudować, wskutek czego stał się barokowy. Freski cudem przetrwały i nadal zachwycają.




W głąb świata
Już tylko ze względu na Wygnanie, pierwszy nowożytny włoski akt, Masaccio przeszedłby do historii sztuki, ale jemu to nie wystarczyło. Pod koniec zlecenia na freski w Santa Maria del Carmine Masaccio rozpoczął prace nad zupełnie nowym dziełem. W latach 1425-26 we florenckim kościele Santa Maria Novella tworzył fresk Trójca Święta. Nic nie jest w nim przypadkowe. Przemyślana jest i warstwa treściowa, i malarska. A o malarskich umiejętnościach można tu powiedzieć, że są absolutnie mistrzowskie. To pierwsza w sztuce kompozycja oparta na precyzyjnie wyliczonej perspektywie. Jest bardzo prawdopodobne, że w przygotowywaniu fresku pomagał Masacciowi sam mistrz Filippo Brunelleschi, twórca niezwykłej kopuły w katedrze we Florencji. Zestaw postaci jest tu jeszcze tradycyjny, ale sposób ich zakomponowania to już wyjście naprzeciw zupełnie nowej epoce. Głęboka wnęka architektoniczna namalowana na ścianie przez Masaccia to malarski początek świata, który właśnie przestał być płaski. Wrażenie głębi jest niezwykłe. Bóg Ojciec podtrzymujący krzyż z Chrystusem wydaje się stać wewnątrz kościoła czy pałacu, nad nim kolebkowy sufit z kolorowymi kasetonami, po bokach kolumny i zdobienia, na pierwszym planie fundatorzy, niby uczestniczący w scenie, ale nienależący do niej bezpośrednio właśnie dlatego, że niezanurzeni w perspektywicznym skrócie. Dziś, ponad pół tysiąca lat później, w epoce zdjęć i filmów, wciąż nie możemy wyjść z podziwu, jak młody chłopak u progu renesansu mógł tak wiernie oddać prawdziwą naturę przestrzeni. To jak otwarcie okna, świeży powiew prawdziwego świata w czasach, gdy malowano raczej wyobrażenie niż prawdę.

Przedwczesny koniec kariery
Sześć lat po rozpoczęciu swej drogi malarskiej Masaccio zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Wiadomo, że wyjechał do Rzymu. W chwili śmierci miał 27 lat. Trudno wręcz uwierzyć, że tak młody twórca, właściwie dopiero początkujący, bez doświadczenia i kontaktów w wyższych sferach, namalował dzieła, które okazały się tak ważne w dziejach sztuki, nie tylko zresztą włoskiej. Kto wie, co by było, gdyby żył tyle, co Michał Anioł czy Leonardo da Vinci. Może od razu przeniósłby nas do impresjonizmu lub kubizmu, zaoszczędzając światu przechodzenia przez różne, często dość nudne malarskie eksperymenty.

Mówiąc poważnie, Masaccio otworzył malarski świat na prawdziwą perspektywę. Pokazał nowy sposób budowania przestrzeni i postaci. Światłocień i proste kolory kształtują przestrzeń, wzmacniają wrażenie bryły. Jego postacie niczym w płaskorzeźbie wychodzą z powierzchni obrazu. Bohaterowie malarskich opowieści są dość potężni, podobni rzeźbom. Czuje się ich siłę i formę. Brak na tych obrazach wyrafinowanych ozdób, estetyki dla samej estetyki, tysiąca drobiazgów, które odwracają uwagę od opowieści.

Tuż po Masacciu na scenie pojawili się wielcy reformatorzy malarstwa; można mówić wręcz o wybuchu renesansu. A jednak trzeba było lat, by zdobycze Masaccia stały się częścią malarskiego warsztatu. Po siłę i swego rodzaju pomnikowość postaci sięgnął Piero della Francesca, po światłocień tak naprawdę dopiero Leonardo da Vinci; długo też trzeba było czekać na kolejne malarskie akty czy z takim rozmachem wykreślone perspektywy. Masaccio bez wątpienia rozpoczął nową epokę, ale też wyprzedził ją, bowiem nie wszyscy byli gotowi na przyjęcie tego, co zaproponował. Na szczęście nie został zapomniany, mimo że żył tak krótko i tajemniczo. Nieliczne dzieła, jakie po sobie zostawił, obroniły go przed pozostaniem w pamięci wyłącznie najbardziej dociekliwych historyków sztuki. Nie wymienia się go jednym tchem wśród znanych mistrzów renesansu; jest jednak wśród nich, choć stoi nieco z boku. Może być z siebie dumny: do kościołów Santa Maria del Carmine i Santa Maria Novella we Florencji wciąż pielgrzymują miłośnicy sztuki, by przyjrzeć się Adamowi, Ewie, Świętemu Piotrowi czy Świętej Trójcy, z takim mistrzostwem wyrysowanym na kościelnych murach. 27 lat życia i ponad pół tysiąca lat w pamięci potomnych. Kto by pomyślał…

Magdalena Giedrojć

Tekst ukazał się pierwotnie w dwumiesięczniku „La Rivista” 2015, nr 16, str. 78-84.