Rzymskie święto, czyli urodziny Wiecznego Miasta

Rzym obchodzi 2774. urodziny. Wieczne Miasto co roku świętuje hucznie. Zazwyczaj organizowane są kiermasze, wystawy, inscenizacje i barwne pochody. Prawdziwa gratka dla turystów. Jak się zaczęła rzymska historia i gdzie? Musimy polegać na legendach, podaniach i bardzo dawnych zapisach. Jedno jest pewne – pierwsze osady powstawały nad Tybrem, niedaleko ujścia rzeki do morza.

Fot. Beata Zatońska

„Chociaż nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy powstał Rzym, wiadomo przynajmniej, gdzie to nastąpiło – w Italii, nad brzegiem rzeki Tyber, około 22 kilometrów od jej ujścia do morza (w delcie Tybru powstanie później port Ostia)” – napisał Robert Hughes w książce pt. „Rzym” (Wydawnictwo Magnum, 2018).

Skąd więc ta data, 21 kwietnia 753 r. p.n.e.? Podawali ją od mniej więcej II wieku p.n.e. sami Rzymianie, m.in. Marek Porcjusz Katon. Legenda założycielska Rzymu ma kilka wersji, które różnią się szczegółami. We wszystkich pojawiają się wychowani przez wilczycę bracia bliźniacy, Romulus i Remus, którzy byli w prostej linii potomkami Eneasza, mitologicznego bohatera wojny trojańskiej, syna bogini Wenus i króla Anchizesa.

A było to podobno tak
Eneasz po upadku Troi musiał w pośpiechu opuścić płonące miasto. Zabrał ze sobą ojca – władcę Dardanos, które leżało w sąsiedztwie Troi – żonę Kreuzę i syna Askaniusza. Kreuza odłączyła się od rodziny i zaginęła. Eneasz uciekał ze starym Anchizesem na ramionach i małym synkiem, który trzymał się kurczowo ojca. Tę ucieczkę przedstawił Gian Lorenzo Bernini w pięknej, wykutej w białym marmurze, dynamicznej i dramatycznej w wyrazie rzeźbie pt. „Grupa Eneasza, Anchizesa i Askaniusza” (1618-19), którą można podziwiać w rzymskiej Galerii Borghese. Wyczerpany Anchizes zmarł na początku powojennej tułaczki. Przygody Eneasza opisał Wergiliusz w „Eneidzie”.

Eneasz przybił w końcu do brzegów Italii, gdzie Askaniusz w 1152 r. założył miasto Alba Longa, nieopodal miejsca, gdzie miał w niedalekiej przyszłości powstać zaczątek Rzymu. Zanim to nastąpiło, trochę wody jeszcze w Tybrze upłynęło. Doszło też do wielu kłótni o władzę.

Amulius, brat prawowitego dziedzica tronu Alba Longi, Numitora, przejął podstępem tron. Córkę Numitora, Reę Sylwię, zmusił, by została westalką. Bał się, że wyjdzie za mąż i urodzi syna, który zagrozi jego władzy, a strażniczki świątyni musiały zachować dziewictwo. Na nic się jednak nie zdał plan uzurpatora. Gdy bóg wojny Mars dowiedział się, co się stało, zapłodnił Ree Sylwię. Amulius kazał uwięzić ciężarną bratanicę. Kobieta wydała na świat dwóch synów i zmarła. Stryj wydał rozkaz, by niemowlęta natychmiast utopić. Słudzy tego jednak nie zrobili. Koszyk z dziećmi zostawili w szuwarach nad Tybrem. Potem rzeka porwała koszyk i wyrzuciła go na brzeg nieopodal Palatynu. Tam dzieci znalazła wilczyca, wzięła pod opiekę i wykarmiła. Stąd symbol Rzymu, czyli wilczyca karmiąca chłopców.

Fot. Beata Zatońska

Słynną, znaną chyba wszystkim brązową rzeźbę – wilczycę kapitolińską – można obejrzeć w Palazzo dei Conservatori w Muzeach Kapitolińskich. Jej kopia umieszczona na kolumnie stoi za kompleksem pałacowym na Wzgórzu Kapitolińskim. Rzeźba przedstawia zwierzę naturalnych rozmiarów, które karmi dwóch małych chłopców.

XVIII-wieczny niemiecki historyk sztuki Johann Joachim Winckelmann twierdził, że wilczycę wyrzeźbił w V wieku p.n.e. etruski artysta. Bliźnięta na pewno dorobiono w renesansie, autorem ich wizerunków mógł być rzeźbiarz Antonio Pollaiuolo. Raz na jakiś czas pojawiają się jednak hipotezy, że kapitolińską wilczycę wykonał nieznany artysta w czasach średniowiecza.

Wracamy do Romulusa i Remusa. Gdy chłopcy trochę podrośli, w wilczej norze znalazł ich pasterz królewskich trzód Faustulus, wziął do domu i wychował razem z żoną. Dorośli bliźniacy wrócili do Alba Longi, obalili zbrodniczego Amuliusa i przywrócili tron dziadkowi, czyli Numitorowi. Potem postanowili założyć własne miasto w tym miejscu, gdzie znalazła ich wilczyca. Bracia nie mogli jednak zdecydować się, który z nich zostanie władcą miasta. Bogowie zarządzili więc, że zaszczyt przypadnie temu, kto zobaczy więcej sępów na niebie. Remus naliczył sześć ptaków, a Romulus – dwanaście; spór został więc pozornie zażegnany.

Zwycięzca, zgodnie z etruskim zwyczajem zwanym pomerium, musiał określić granice miasta. Zaprzągł więc dwa woły, byka oraz krowę i orząc, wyznaczył linię, gdzie miały powstać miejskie mury. Remus bruzdę graniczną przekroczył, a Romulus wpadł w szał i zabił bliźniaka. Przyjmuje się, że wszystko to wydarzyło się na Palatynie 21 kwietnia 753 r. p.n.e.
Fot. Beata Zatońska

Romulus przystąpił do budowy swojego miasta, które nazwano od jego imienia. Na początek pościągał z okolic zbiegłych niewolników i wyrzutków społecznych. „Według legendy Rzym stał się czymś w rodzaju Doge City (czyli miastem bezprawia)” – napisał cytowany już Robert Hughes.

Niestety w osadzie brakowało kobiet. Wtedy doszło do porwania Sabinek, czyli kobiet z sąsiedniego plemienia Sabinów. W Loggi dei Lanzi przy placu della Signoria we Florencji można obejrzeć rzeźbę Giambologny pt. „Porwanie Sabinek”. 

Romulus rządził swoim królestwem długo i szczęśliwie przez ponad trzydzieści lat. Zorganizował je na wzór etruski, ustanowił prawa i religię. Jak chce legenda, pewnego dnia został żywcem wzięty do nieba. Takie były początki Rzymu, który wkrótce został caput mudni, czyli stolicą świata. Z biegiem lat miasto rozsiadło się wygodnie na siedmiu wzgórzach – Awentynie, Palatynie, Kwirynale, Wiminale, Celius, Eskwilinie i Kapitolu.

W Rzymie koniecznie trzeba wybrać się na Palatyn, ulubione miejsce starożytnych patrycjuszy i cesarzy. Tam – muskani il ponentino, czyli rzymskim wietrzykiem – możemy podziwiać pozostałości wspaniałych budowli z czasów cesarstwa i odetchnąć w cieniu drzew Ogrodów Farnesiańskich. Z Palatynu rozciąga się piękny widok m.in. na Koloseum i Forum Romanum.

Beata Zatońska