Luca D’Andrea i jego „Wędrowiec” – tarot, okultyzm i rodzinne tajemnice

„Wędrowiec” to trzeci thriller, który napisał Luca D’Andrea i trzeci, który ukazuje się po polsku. Włoch misternie tka fabułę. Robi to tak, że trudno oderwać się od książki. Śledztwo zmierza w kierunku, którego trudno się spodziewać. Można powiedzieć, że to przedestylowany duch trylogii „Millennium” Stiega Larssona i bestsellerów Dana Browna. Luca D’Andrea ma swój styl i potrafi zaskakiwać.


Luca D’Andrea osiągnął międzynarodowy sukces dzięki swoim thrillerom, których akcja rozgrywa się w Południowym Tyrolu. Poprzednie książki to „Istota zła” i „Lissy”. Fabuła każdej z nich jest nieprzewidywalna i ekscytująca. D’Andrea pisze o krainie, w której rządzą prawa gór i natury, oraz o ludziach próbujących łamać te prawa, co nie uchodzi bezkarnie.

Południowy Tyrol to miejsce stapiania się, przecinania się, a nawet ścierania kultur – włoskiej i niemieckiej. Tu można spotkać napisy „Südtirol ist nicht Italien” (Górna Adyga to nie Włochy), a włoskojęzyczni i niemieckojęzyczni sąsiedzi potrafią czasem spoglądać na siebie z pogardą. Ale nie jest to regułą.

Akcja rozpoczyna się w upalny, czerwcowy dzień. Wtedy na drodze Antonia Carcano, autora poczytnych książek, z impetem pojawia się Sibylle Knapp, dziewczyna z yamahą, nożem w tylnej kieszeni szortów, pszennowłosa i z pozoru delikatna.

Sib, czyli Sibby Pończoszanka o rebelianckiej naturze, odnajduje Tony’ego, bo zobaczyła go na zdjęciu sprzed lat, jak pochyla się z uśmiechem na twarzy nad zwłokami jej matki Eriki, która utopiła się nocą 21 marca 1999 r. w leśnym jeziorze i osierociła maleńką Sib.

Niewielki Kreuzwirt, gdzie mieszkała Erika i wychowywała się Sib, to klucz do sprawy. Miejscowością rządzi rodzina Perkmanów, którzy rezydują w willi zwanej Ropuszym Dworem.

Sib jest zdeterminowana, by wyjaśnić sprawę śmierci matki. Nie wierzy, że Erika popełniła samobójstwo. A gdy ona i Tony zaczynają prowadzić prywatne śledztwo, atmosfera wokół nich gęstnieje i robi się coraz bardziej niebezpiecznie.

D’Andrea jest mistrzem gatunku. Akcja jest dobrze skonstruowana, po mrocznych partiach powieści następują momenty oddechu, które czynią kolejne części bardziej zaskakującymi. Nakręca się spirala zdarzeń, w ciągu których pojawiają się związki z tarotem, okultyzmem, miejscowymi legendami i przesądami. Są też wątki związane z chorobami psychicznymi i handlem narkotykami.

Lektura książki skłania do szperania i literackich poszukiwań. Warto przypomnieć sobie książkę Kennetha Grahame’a pt. „O czym szumią wierzby”, której bohaterami są Kret, Szczur, Borsuk i Ropuch, zwierzęta połączone więzami przyjaźni, żyjące w zgodzie z rytmem natury. Ich wrogowie mieszkają w Ropuszym Dworze.

U Grahama pojawia się opowieść pt. „Fletnista u bram świtu”, która mówi o poszukiwaniach zaginionego synka Wydry, uwieńczonych spotkaniem z Panem – mistycznym opiekunem wszystkich stworzeń. Ma on tu niebagatelne znaczenie.

Co łączy książkę Grahama, Williama Petera Blatty'ego – autora „Egzorcysty”, Carla Collodiego i jego Pinokia z tajemniczym dziełem „Unaussprechlichen Kulten” (Niewypowiedziane kulty) niejakiego Friedricha von Junzta? Jaki wpływ te literackie tropy mają na sprawę śmierci Eriki i to, co dzieje się w Kreuzwirt? I kim jest ów mistyczny Wędrowiec, którego obawiają się wszyscy w okolicy?

D’Andrea nie tylko tworzy wciągającą i przyprawiającą o dreszcze fabułę. Kreśli też ciekawe portrety psychologiczne swoich bohaterów. Każdy z nich na swój sposób doświadcza poczucia pustki, stara się walczyć o swoją integralność i przynależność – klucze do radzenia sobie z samotnością.

Luca D’Andrea bywa określany jako „mistrz górskich thrillerów” i nie jest to stwierdzenia na wyrost. Po pierwsze, jego powieści osiągnęły międzynarodowy sukces i ukazały się w przekładach w 42 krajach. Po drugie, D’Andrea zna świetnie tereny, o których pisze, bo urodził się i mieszka w Bolzano. Bada też historię włoskiej literatury sensacyjnej.

Beata Zatońska

Luca D’Andrea „Wędrowiec”, tłumaczenie: Tomasz Kwiecień, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2022.