TRYB JASNY/CIEMNY

Jak się żyje po włosku?

Dobrze. Nie zawsze łatwo, ale zawsze dobrze. Tak twierdzi autorka książki „Po włosku”, która próbuje opowiedzieć o Italii w książce „Po włosku”. Czy można ugryźć ten kraj w jednej książce? Można, choć jest to raczej zaproszenie, nie głęboka analiza. Zaproszenie, które pobudza apetyt i być może zwiastuje wielką miłość.



Maria Pasquale urodziła się w Australii. Jej włoscy rodzice dbali jednak o dom we włoskim stylu, utrzymywali też kontakt z rodziną, która pozostała w Italii. Maria po raz pierwszy odwiedziła Włochy w wieku 6 lat, potem w wieku 16 lat i ta druga wizyta okazała się początkiem pięknej włoskiej przygody w życiu autorki.

Poznawała i rozumiała ten kraj coraz lepiej. Często tłumaczyła swym australijskim znajomym, czym są Włochy – i po części z tego właśnie wyjaśniania Włoch narodziła się ta książka. Łączy się w niej włoska tradycja i wychowanie ze spojrzeniem z zewnątrz, okiem obserwatora z oddali. Maria od dekady mieszka w Rzymie, wciąż jednak widzi Włochy trochę jak przybysz. Może już nie turystka, ale jednak ktoś, kogo wypełnia radość odkrywania.


Ach, jak pięknie!


Jest w tej opowieści o Włoszech sporo egzaltacji i dziecięcego zachwytu. Pojawiają się melodyjnie brzmiące pojęcia ze słownika miłośnika Włoch – passeggiata, sprezzatura, aperitivo; bardziej pokazane niż solidnie wytłumaczone. Ale to nie jest wada tej książki. Opowieść została pomyślana tak, by pootwierać wszystkie okna i pozaglądać do wszystkich zakamarków włoskiej duszy i włoskiego stylu życia. Siłą rzeczy wizyty są krótkie, za to jest ich bardzo dużo. Mamy więc jedzenie, modę, politykę, obyczaje, uczucia i wszystko to, co we Włoszech ma znaczenie.

Ta książka to trochę przelot dronem nad Italią – czasem zniża swój lot, by przyjrzeć się drobiazgom, częściej jednak patrzy na ten kraj z zachwyconej wysokości. Wyłuskuje to, co włoskie, i pokazuje bez niuansowania.

Jest w tej książce jednak wiele tropów do samodzielnego odkrywania, zaproszeń ukrytych między wierszami, które mogą zaprowadzić czytelnika do miejsc mniej oczywistych, pokazać zachowania i zwyczaje nierzucające się w oczy, gdy patrzymy na Włochy jak turyści. Trzeba zachować czujność, bo te maleńkie ślady porozrzucane są po kwiecistej łące zakochania i łatwo mogą uciec, gdy wokół oszałamiają nas – czytelników i miłośników Włoch – te wszystkie cudownie brzmiące, połyskujące we włoskim słońcu sfogliatelle, orecchiette, macchiato… A jest parę całkiem ciekawych uwag o polityce, feminizmie czy biurokracji.

To może być pierwsza włoska lektura dla tych wszystkich, których „dolce vita” i „dolce far niente” przyprawia o drżenie serca. Maria Pasquale pisze miękko, ciepło i z zakochaniem. W świecie pełnym sztuczności i przemocy takie książki są potrzebne, by przypomnieć, że istnieje też zachwyt i miłość. Dla starych wyjadaczy i zaawansowanych miłośników Włoch książki takie jak ta są przypomnieniem, dlaczego zakochaliśmy się w tym kraju. To odświeżające doświadczenie. Warto czasami wrócić do podstaw, by spojrzeć na Włochy tak, jak patrzyliśmy na nie przed laty, podczas pierwszych podróży, pierwszych spotkań z kawą i błękitem morza, pierwszych randek z caponatą i Caravaggiem.


I co dalej?


Można w miłości do Włoch pozostać na poziomie pobieżnej znajomości. Można, naprawdę. Nikt nie odbierze nam smaków, zapachów i malowniczych widoków o zachodzie słońca dlatego, że nie zdecydujemy się na kurs dla zaawansowanych. Jeśli komuś do szczęścia potrzebne są wakacje z pomarańczowym drinkiem i mężczyznami, którzy obiecują niebo, to naprawdę nie trzeba od razu zanurzać się w odmęty włoskiej polityki. Ważne tylko, by mieć świadomość, że te drinki i mężczyźni to nie są Włochy, to tylko efektowny kawałek raju dla turystów.

Maria Pasquale przytacza w swojej książce słowa włoskiego dziennikarza, eseisty i niestrudzonego poszukiwacza włoskiej duszy Beppe Severgniniego, który w książce „La bella figura” tak pisze o swoim kraju: „Przede wszystkim ustalmy jedną rzecz. Twoje Włochy i nasza Italia to nie to samo. Włochy to miękki narkotyk sprzedawany w wyświechtanych torebkach w postaci wzgórz na tle zachodu słońca, gajów oliwnych, drzew cytrynowych, białego wina i dziewczyn o kruczoczarnych włosach. Italia natomiast to labirynt. Jest kusząca, ale skomplikowana. Człowiek potrafi się tu wściec, a potem mruczeć z zachwytu przez kolejne sto kroków albo dziesięć minut. Włochy to jedyny warsztat na świecie, który może wyprodukować zarówno Botticellego, jak i Berlusconiego”.

Autorka w dużej części pozostała w opowieści narkotycznej, by pozostać przy metaforze Severgniniego, ale zostawiła nam otwarte drzwi do wielu tematów, które możemy teraz zgłębić sami. Lektur nie brakuje. Literatura włoska, która dostępna jest w polskich tłumaczeniach, często zagląda pod podszewkę, stara się zrozumieć więcej. Nie ma więc wytłumaczenia, że nie mamy, skąd czerpać tej wiedzy. Pozostaje tylko zdecydować się, czy chcemy iść dalej i głębiej.



Maria Pasquale, Po włosku. Jedzenie, miłość i codzienność w stylu la dolce vita, tłum. Justyna Kukian, Wydawnictwo Znak Koncept, Kraków 2026.

Magdalena Giedrojć



Wybrane dla Ciebie

Copyright © italianki