Erri De Luca „Montedidio” (MG)


To książka o ludziach, których marzenia i troski nie interesują ani polityków, ani dziennikarzy. Żyją na uboczu, wśród podobnych sobie odmieńców. Kochają, dojrzewają, marzą. Tak samo jak my. A jednak zupełnie inaczej.

Erri de Luca napisał kameralną opowieść o ubogiej dzielnicy Neapolu, w której żyją ludzie cisi, zapomniani przez los, a jednak niezwykli i fascynujący. Głównym bohaterem jest 13-letni chłopiec, zmuszony mimo młodego wieku do zarabiania na życie. Pracuje u stolarza Errico, przyjaźni się z szewcem Rafaniellem, pomaga Marii, nastoletniej sąsiadce z kamienicy, wspiera ojca cierpiącego po stracie matki. Krótko mówiąc, ma trudną i niezbyt barwną młodość. A jednak opowieść chłopca aż mieni się od dobrych emocji, piękna, radości i marzeń, które rodzą się niepostrzeżenie wewnątrz tego surowego świata.
Tym, co sprawia, że książka okazuje się tak magnetyczna, jest jej niedosłowność i odrywanie się od realizmu. Są prawdziwe problemy prawdziwego miasta, ale są też historie jakby z innych wymiarów. Szewc Rafaniell, który po ocaleniu z Holocaustu wędrował do Jerozolimy, ale dotarł jedynie do neapolitańskiego Montedidio, co chyba nie jest przypadkiem, wszak nazwa tej dzielnicy oznacza Górę Pana, teraz czeka aż skrzydła w jego garbie urosną i pozwolą mu odlecieć. Chłopiec też ma swoją tajemnicę, nieustannie bowiem przygotowuje się do rzucenia bumerangu, dawno temu otrzymanego od ojca i traktowanego niemal jak relikwię. Na razie trenuje ruch ramienia i pracę mięśni, które pozwolą mu wykonać ten jeden, doskonały wyrzut, symbol wyzwolenia i męskiej odwagi. Obaj zrealizują swoje marzenia. Gdy w chwili przywitania Nowego Roku chłopiec rzuci swój bumerang, Rafaniell rozwinie skrzydła. Nigdy więcej już się nie spotkają, ale pamięć szewca pozostanie w chłopcu, który niepostrzeżenie stał się mężczyzną.

Niewielkie rozmiary tej książki nie powinny uśpić czujności czytelnika. Trzeba ją czytać powoli, smakując każde zdanie, bo to nie jest literacka błahostka, drobiazg o niewielkim ciężarze. W „Montedidio” jest cały świat i całe życie, od dojrzewania po odchodzenie, od cielesności po duchowość, od krzywdy po radosne spełnienie. W prostym języku, w niewielu stronach, w fabule niezdominowanej przez gwałtowne zwroty akcji autor zmieścił wszystko, co trzeba, by literatura stała się Literaturą. Dzięki temu możemy obcować ze światem prostym, ale nie oczywistym, z ludźmi ubogimi, ale nie pozbawionymi bogactwa, z uczuciami, które nie potrzebują do istnienia zaklęć i ozdobników.

Magdalena Giedrojć