Jarosław Mikołajewski „Rzymska komedia” (MG)


Tytuł tej niezwykłej książki sugeruje związki z „Boską komedią” i nie jest to tylko erudycyjna gra, która ma przyciągnąć spojrzenia osób bardziej wyrobionych literacko. Dzieło Dantego pełni tu rolę kluczową, jest wzorcem i punktem odniesienia. Stanowi konstrukcyjne i duchowe centrum tej opowieści.

Autor przedstawił swoją wersję podróży przez kręgi piekielne, zanurzył się w czyśćcu i raju, przy czym wszystkie te sfery odnalazł w jednym miejscu, w Rzymie. We wstępie do książki wspomina, że o Wiecznym Mieście powiedziano już niemal wszystko, a czasy nie sprzyjają encyklopedycznym opowieściom, które tak cenne były w latach odległych od szybkiego druku i internetu. Wtedy wspaniale sprawdzały się dzieła Muratowa, Gregoroviusa czy Kremera, tak długie, jak długie były same podróże; i tak samo jak owe wojaże szczegółowe i usystematyzowane. Dziś nie trzeba już opisywać świata, szczególnie tego, który niemal każdy może osobiście poznać. Nawet jeśli staromodne opisy wciąż pozostają urokliwe, współczesność wymaga od nas innej metody.
Jarosław Mikołajewski przechadza się po Rzymie z „Boską komedią” w dłoni. I włoską stolicę, i arcydzieło Dantego zna doskonale, może więc sobie pozwolić na porównania i odniesienia nieoczywiste, zaskakujące, zapierające dech w piersiach. Nie bez znaczenia jest również to, że autor sam jest poetą. Patrzy na Rzym czasem bardzo dosłownie, czasem metaforycznie. Podąża zaułkami, zagląda na podwórka, przytacza historie z dawnych lat i te całkiem bliskie, które pamiętamy jeszcze z gazet. Kogóż tam nie ma na trasie rzymskich wędrówek… Wraca bliski sercu autora Pier Paolo Pasolini, są najwięksi swych czasów – Caravaggio, Bernini czy Boromini, ale nie brak też mniej znanych grzeszników i dobroczyńców, artystów i władców, pięknych miłości i skrywanych zbrodni, uczuć namiętnych i występnych. Jest piekło, czyściec i raj. Jest wszystko.

To nie jest lektura dla leniwych i nieciekawych świata. Aby ją zrozumieć, wypada mieć sporo wiedzy, choć podążanie za autorem, bez całego zaplecza w postaci przeczytanych ksiąg i obejrzanych dzieł, też wydaje się warte zaryzykowania. Jarosław Mikołajewski jest przewodnikiem cierpliwym i mądrym, zatacza kręgi, powraca do swych opowieści, pozwala oswoić się z postaciami, podpowiada kierunki dalszej wędrówki. Można tę książkę smakować w długie jesienne i zimowe wieczory, pozwalając włoskiemu światłu, by rozświetlało mrok polskiej północy. Można wejść w opowieści głębiej i doczytywać samemu. Można też przeczytać, a potem wyruszyć w rzymskie dzielnice w poszukiwaniu domów, kościołów i śladów ludzi opisanych w „Rzymskiej komedii”. Każdy sposób jest dobry. Ale najpierw trzeba odbyć tę wędrówkę z Mikołajewskim i Dantem…

Magdalena Giedrojć