Marco Santagata „Mistrz Bladych Świętych” (MG)


Już pierwsze zdanie tej powieści zdradza nam jej zakończenie. Potem powoli zbliżamy się do nieuchronnego, by na ostatnich stronach dowiedzieć się, że tak naprawdę nic nie zostało jeszcze przesądzone… Miłośnicy historii nieoczywistych będą naprawdę usatysfakcjonowani.

Marco Santagata jest znawcą literatury włoskiej, a twórczość Francesca Petrarki nie ma przed nim tajemnic. Pewnie dlatego jego powieść „Mistrz Bladych Świętych”, która rozgrywa się w czasach, gdy Włochy budziły się do nowego życia, przyjmując wzorce renesansowe, jest tak autentyczna i wiarygodna. Wydawać się może, że łatwo było rozstać się z ideałami średniowiecza, jednak nowy sposób myślenia wcale nie przyjął się bezboleśnie. Renesans musiał przekonać do siebie tych wszystkich, którzy obawiali się zmian, a wszystko co nowe budziło w nich lęk przed nieznanym. To był długi proces i zanim nadszedł czas Leonarda da Vinci, Michała Anioła czy Rafaela, wielu odważnych i upartych artystów musiało znosić krytykę nowatorskiego sposobu postrzegania sztuki. Kimś takim był właśnie bohater książki, mistrz Gennaro.

Zanim stał się sławny, zyskując przydomek Mistrza Bladych Świętych, żył na łasce obcych ludzi. Wykonywał najgorsze prace gospodarskie, traktowano go z pogardą, powtarzano, że nic nie znaczy i nie ma prawa do szczęścia. Był samotnym, zagubionym dzieckiem, które od najmłodszych lat musiało się zmagać z nieprzyjaznym światem. Jedna tylko rzecz przynosiła mu ulgę i sprawiała, że codzienność stawała się mniej przygnębiająca – kontakt ze sztuką. Najpierw podziwiał freski w miejscowym kościele, potem sam zaczął rysować. A ponieważ każdy prawdziwy artysta ma swoją muzę, na drodze małego Gennara również stanęła pewna kobieta. Jej zimne spojrzenie, surowy sposób bycia i liczne tajemnice inspirowały chłopca, a potem mężczyznę, stając się jego natchnieniem i przekleństwem zarazem. Zawdzięczał jej narodziny swego geniuszu i upadek marzeń, nadzieję i rozpacz, dumę i wstyd.

Warto po tę książkę sięgnąć nie tylko dlatego, że jest to oryginalna opowieść o uczuciach przeklętych i niszczących, rzadki przykład niespiesznej fabuły, w której ludzie są ważniejsi od natłoku zdarzeń i wrażeń. To także obraz czasów, w których świat zyskiwał nową twarz. Brunelleschi tworzy majestatyczną kopułę florenckiej katedry, Masaccio zachwyca rewolucyjnym podejściem do malarskiej perspektywy, wszyscy czytają dzieło Dantego, który właśnie wprowadził język włoski na salony. Zamęt ideowy i artystyczny dociera do każdego zakątka, zwolennicy starego porządku powoli, choć nie bez walki, odchodzą w przeszłość. A Mistrz Bladych Świętych musi zdecydować, co zrobić ze swoim życiem, gdy okazało się, że piękna pani nic nie rozumie…

Magdalena Giedrojć