„Kuchnia Dantego” – książka kucharska i nie tylko (BZ)



Dwaj Włosi – Alfredo Boscolo, pochodzący z Mestere niedaleko Wenecji i Leonardo Masi z Florencji – osiedli w Polsce. Przyjechali tu na stypendia naukowe i zostali. Jeden ma doktorat z historii Europy, drugi – skończył konserwatorium i napisał doktorat z polonistyki. Łączy ich pasja do gotowania, karmienia ludzi, opowiadania o jedzeniu i czytania „Boskiej komedii” Dantego.



Alfredo i Leonardo od kilku lat prowadzą w Warszawie latający klub kolacyjny „Kuchnia Dantego”. Sami gotują, podają i zabawiają gości. Wszystko robią z talentem. Byłyśmy z Magdą, jadłyśmy, słuchałyśmy i bardzo nam się podobało. Od niedawna „Kuchnia Dantego” przestała latać i osiadła w lokalu Culiinaria Italiana na ul. Hożej 62.

„Kuchnia Dantego” przybrała – również niedawno – kształt literacki. Alfredo i Leonardo z pomocą Pawła Bravo wydali książkę pod tytułem „Kuchnia Dantego” po prostu (Wydawnictwo Nisza). Płynie tu gawęda błyskotliwa, dowcipna i przeplatana mnóstwem ciekawych oraz użytecznych informacji o włoskich daniach i zwyczajach kulinarnych. Są też szczegółowo i barwnie rozpisane przepisy.

Motywem przewodnim książki jest postać dziwna – mężczyzna z długim nosem w czymś przypominającym czerwoną sutannę, którego Leonardo i Alfredo poznali, gdy z nocnej do klubów wracali wycieczki przez stołeczne Pola Mokotowskie. Postać jako żywo przypominająca ich ulubionego poetę z Florencji, która notabene raz na jakiś czas wzdycha do niejakiej Beatrycze.

Leonardo i Alfredo igrają ze stereotypami, opowiadają o tym, co ich w Polsce dziwi, co przeraża, a co urzeka. Prowadzą przy tym czytelnika jak dziecko za rękę przez meandry gotowania makaronu i cierpliwego mieszania risotta, tak by było kremowe i pyszne. Dowiemy się m.in., że sos pomidorowy do makaron jest gotowy, gdy po odpowiednio długim duszeniu, gdy go zamieszamy – „rozstąpi się jak biblijne Morze Czerwone”. Dzięki nim poznamy też m.in. zaskakujący rodowód m.in. carbonary, pasty alla Norma i tiramisu.

Jak radzą autorzy, przepisy są po to, by je zmieniać i nie ma np. jednego sposobu przyrządzania sycylijskiej saponaty. Przepisów jest mnóstwo, są tanie i droższe trochę, pracochłonne i takie, które pozwalają przygotować pyszne danie w kilka zaledwie minut. Bohaterami rozdziałów są potrawy i produkty. Leonardo i Alfredo podpowiadają też, gdzie kupować np. kwiaty cukinii czy chrupiące, soczyste radicchio.

Na koniec kilka refleksji panów z „Kuchni Dantego” na temat naszego polskiego świata, w którym dziwi ich niezmiernie m.in., dlaczego ludzie wychodząc z windy mówią „dziękuję”; dlaczego na drzwiach męskiej toalety widnieje trójkącik i dlaczego można przywitać się z psem sąsiadki, a z sąsiadką już raczej nie, bo może się nieprzyjaźnie dość spojrzeć.

„Kuchnia Dantego” sprawdzi się więc i jako ciekawa lektura i jako doskonała książka kucharska - przepisów są dziesiątki. (B)