Guercino. Mistrz z Cento (MG)


Giovanni Francesco Barbieri, znany jako Guercino, urodził się w 1591 roku. Świat znajdował się wówczas u progu nowych czasów. Przeminął słodki renesans, nadchodziły epoki pełne gwałtownych emocji. Niemal trzy dekady wcześniej zakończył się sobór trydencki, który dał początek kontrreformacji, czyli odnowie Kościoła katolickiego. Zmieniło się podejście do wiary, obyczaju i sztuki. Również w malarstwie nadchodził czas zmian. W Bolonii rozpoczęła działalność słynna Akademia Carraccich, w Rzymie zaczyna tworzyć Caravaggio. Do głosu dochodzi barok.



W mieście rodzinnym Guercina nie działo się może zbyt wiele, brakowało wielkich artystów i twórczego fermentu wielkiego świata, ale i tu docierały informacje o tym wszystkich, co opanowywało ówczesne Włochy. Leżące w pobliżu Ferrary miasteczko Cento dało wystarczająco dużo zdolnemu malarzowi, by chciał on właśnie tam mieszkać i tworzyć. Nie spieszyło mu się w dalekie strony, nie ruszał w świat, by wzorem innych artystów oglądać cuda natury i kultury. Nawet wtedy, gdy jego nazwisko stało się sławne na całą Europę, nie przyjmował zaproszeń na królewskie dwory w Londynie czy Paryżu. Wyjątek zrobił tylko dla nowo wybranego papieża Grzegorza XV, którego poznał kilka lat wcześniej. Kiedy jednak dwa lata później papież zmarł, Guercino bez zastanowienia opuścił Rzym i powrócił w swoje rodzinne strony. Odwiedzali go tam zleceniodawcy i wielbiciele. Ci, którym zależało na spotkaniu z artystą, zbaczali z głównych tras i zajeżdżali do prowincjonalnego Cento. A gości miewał znamienitych. W Cento odwiedził malarza sam Diego Velázquez. Kiedy pod koniec życia Guercino przeniósł się z rodziną do Bolonii, swą obecnością zaszczyciła go tam szwedzka królowa Krystyna.
Dziesięciolecia wcześniej inny wielki malarz włoski udowodnił, że życie na prowincji nie tylko nie zamyka dostępu do wielkiej sztuki, ale swą odrębnością i ciszą wręcz stymuluje sam proces tworzenia. Piero della Francesca, bo o nim mowa, otarł się o Florencję, ale najlepiej czuł się w małym Borgo Sansepolcro. Guercino odwiedził Rzym i zmuszony koniecznością przeprowadził się w końcu do Bolonii, ale jego sława wyrosła z dala od gwarnych centrów, w Emilii Romanii. O ile jednak o Piera della Francesca zapomniano na kilka stuleci, o tyle do Cento od początku pielgrzymowali pasjonaci sztuki. Guercino miał bowiem szczęście do biografów. Już za jego życia pisał o nim Francesco Scanelli, a wkrótce po śmierci artysty wiele szczegółów dorzucił hrabia Carlo Cesare Malvasia. No i jeszcze dwudziestowieczny wielbiciel Guercina – sir Denis Mahon, kolekcjoner sztuki, który niestrudzenie wędrował po Włoszech w poszukiwaniu dzieł ulubionego malarza. Wszyscy oni sprawili, że artysta po dziś dzień jest ceniony i poważany, a jego sława niezmiennie wykracza poza granice prowincji, regionu i kraju.  

Książeczka na wagę złota
Życie w Cento nie obfitowało w przygody, skandale, romanse czy choćby procesy. Malarz wywiązywał się ze swoich zobowiązań, pracował spokojnie, utrzymywał bardzo dobre kontakty ze swoją bliższą i dalszą rodziną. To niezbyt efektowne, prawie nudne życie wystarczało artyście i nie szukał więcej. Nie wiedzielibyśmy o nim prawie nic, gdyby nie pewna magiczna książka o nieocenionej wartości historycznej. Mowa o Libro dei conti, księdze rachunkowej, w której rodzina Barbierich przez całe lata zapisywała wszystkie dochody i wydatki. To dzięki tym zapiskom znamy szczegóły wielu zleceń artysty od roku 1629; tu 22 grudnia 1666 roku siostrzeńcy zapisali, że wuj Giovanni Francesco Barbieri „zakończył żywot i swe chwalebne trudy, pozostawiając swe zaszczytne dzieła w każdym z miast Italii, jak również w innych krajach jako wiekopomne świadectwo jego cnoty”. Rodzinną księgę rachunkową prowadził na początku brat Paolo Antonio, a po jego śmierci inni członkowie rodziny, z Guercinem włącznie. Rodzina była zresztą niezwykle zżyta i bardzo ważna w życiu malarza. Wcześnie osieroceni przez rodziców, trzymali się razem. Kiedy dwa lata po przyjeździe do Bolonii, 17 października 1644 roku, zakupiono duży dom, zamieszkała w nim imponująca gromada bliższych i dalszych krewnych – między innymi samotnie żyjący brat Paolo Antonio, siostra Lucia z mężem i dziewiątką dzieci oraz druga siostra Maria z mężem i synem. Tak wielka rodzina nie tylko nie przeszkadzała malarzowi, ale wręcz przynosiła mu radość; chętnie wspierał uzdolnionych siostrzeńców, zresztą swój majątek właśnie im pozostawił. Bardzo mocno przeżył śmierć brata i przez pewien czas nawet nie tworzył z powodu bólu po stracie tak bliskiej mu osoby.
Rodzina od początku wspierała rozwój artysty. W dzieciństwie miał dwóch nauczycieli, obaj jednak byli dość mierni, więc młody Giovanni niewiele się od nich nauczył. Dopiero trzeci malarz okazał się przewodnikiem godnym talentu chłopca. Sędziwy mistrz Benedetto Gennari szybko zorientował się, z kim ma do czynienia i zaproponował chłopcu współpracę. Uczył go, a jednocześnie wspólnie malowali. Kiedy zmarł, Guercino miał dziewiętnaście lat i był już gotowy do samodzielnej pracy twórczej. W wieku dwudziestu pięciu lat założył w Cento szkołę malarstwa i rysunku, nazwał ją Accademia del Nudo. Dla swoich uczniów przygotował wzorniki z rysunkami anatomicznymi oraz szkicami głów, dłoni i stóp. Pięć lat później przerwał na dwa lata nauczanie, ale zaraz po powrocie z Rzymu znów wrócił do swych nauczycielskich zajęć. Jednocześnie cały czas tworzył, malował znakomite płótna, które sławiły jego imię w świecie.



Paleta wielkiego mistrza
Dzieła Guercina, stworzone w różnych momentach jego życia, zdają się od siebie zadziwiająco odmienne. Chwilami trudno uwierzyć, że malował je ten sam artysta. W jego twórczości łączą się ze sobą różne wpływy charakterystyczne dla wieku szesnastego. A ponieważ wiek był dość dynamiczny, to i ewolucja samego malarza przebiegała wyraziście. Był pod wielkim wpływem klasycyzmu Caraccich, ale płótna zdradzają, że bliskie mu były też kolory weneckiego renesansu, a także północnowłoski tenebryzm, przywiązujący wielką wagę do detali i zdecydowanych światłocieni. Nietrudno na niektórych obrazach dostrzec zbieżności z Caravaggiem, choć to raczej samodzielne poszukiwania niż naśladowanie rzymskiego geniusza. Z czasem Guercino zwrócił się bardziej w stronę teatralności, uczuć i emocji. Kompozycja stała się prostsza, gesty bardziej wymowne, a kolory jaśniejsze.
Do największych jego dzieł należy obraz Pasterze arkadyjscy – „Et in Arcadia ego”, barokowy koncept, którego interpretacja pozostaje raczej w sferze dyskusji niż oczywistości. Śmierć i melancholia w krainie wiecznej szczęśliwości wciąż budzą zadziwienie. Warto wspomnieć też niezwykłe obrazy o tematyce religijnej, jak choćby Cud świętego Karola Boromeusza ze wzruszającą dziewczynką, która jako jedyna widzi więcej, oryginalny Święty Sebastian ratowany przez anioły czy Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny, namalowane w niezwykle odważnym skrócie perspektywicznym.
Długo by można wymieniać, bo mistrz pozwolił swemu talentowi rozbłysnąć na wielu płótnach. Kiedy umierał w wieku 75 lat, był człowiekiem spełnionym i sławnym. Rzecz to rzadka w niezwykle trudnym artystycznym świecie.

Magdalena Giedrojć


Pełna wersja tekstu ukazała się w dwumiesięczniku „La Rivista” 2013, nr 8, str. 34-41.