Paolo Sorrentino powróci do Neapolu, by nakręcić film dla Netfliksa


    Laureat Oscara za „Wielkie piękno” i twórca m.in. „Młodego papieża” oraz „Nowego papieża”, czyli Paolo Sorrentino, zapowiada kolejny film. Będzie to produkcja dla platformy Netflix.  Aakcja będzie się rozgrywać w rodzinnym mieście Sorrentino – Neapolu, a nowa produkcja nosi tytuł  „È stata la mano di Dio”(To była ręka Boga). Będzie to, jak zapowiada Sorrentino: „film intymny, osobisty, jednocześnie radosna i bolesna opowieść o dojrzewaniu”.

   Sorrentino niedawno, bo 31 maja skończył 50 lat. Z tej okazji wrzuciła na swój profil na Instagramie zdjęcie, na którym ma 38 lat, bo „tak lepiej”.  

  „Zawsze obawiałem się upływających lat.  Paradoksalnie teraz, gdy ten strach powinien rosnąć, czuję go coraz mniej. Z tajemniczych powodów znika” – powiedział w wywiadzie dla „Vanity Fair”.  

   Sorrentino, który ma na swoim koncie tak znakomite filmy jak m.in. „Boski” i „Oni”, wraca do rodzinnego miasta 20 lat po tym, jak nakręcił tam debiutancki obraz pt. „O jednego więcej”.

  O czym będzie film, do którego zdjęcia mają zacząć się już wkrótce, nie wiadomo. Trwają spekulacje. Być może pojawią się tam wątki związane z uwielbianym przez Sorrrentino Diego Maradoną. Piłkarz od 1984 r. do 1991 r. grał w SSC Napoli i zdobył z tym klubem Puchar UEFA oraz dwa tytuły mistrza Włoch. W wywiadzie udzielonym magazynowi „Variety” w 2015 roku, Sorrentino tak mówił o wpływie, jaki ten legendarny piłkarz wywarł na jego życie: „Pomijając wszystko, co wcześniej mówiłem o Maradonie, on nieświadomie uratował mi życie. W wieku 16 lat straciłem rodziców w wyniku awarii ogrzewania w położonym w górach domu, do którego często z nimi jeździłem. W tamten weekend nie pojechałem z nimi, bo chciałem obejrzeć mecz pomiędzy S.S.C. Napoli, a drużyną Empoli”.

   Paolo Sorrentino był tzw. późnym dzieckiem. Jego rodzice należeli do bogatej klasy średniej –  ojciec był dyrektorem banku, a matka zajmowała się domem. Mieszkali w prestiżowej dzielnicy Vomero. Państwo Sorrentino chętnie przyjmowali gości i słuchali dużo muzyki, m.in. Franco Califano (1938-2013). Z dzieciństwa przyszły reżyser wyniósł więc m.in. zamiłowanie do przebywania ze starszymi od siebie – chętnie angażuje do filmów starszych aktorów – i słabość do Califano – co najwyraźniej widać i słychać w jego pełnometrażowym debiucie „L’uomo in più („O jednego więcej”, 2001) oraz w „Wielkim pięknie”.

Reżyser ma unikatową umiejętność. Potrafi opowiadać o sprawach najważniejszych i kardynalnych wartościach w ironiczny, przesycony humorem sposób. Jego filmy orbitują gdzieś poza wszelkimi gatunkowymi granicami. Sorrentino mocno trzyma się rzeczywistości, ale jednocześnie poetyzuje, wykorzystuje swoją niesamowitą wyobraźnię, lubi oryginalne postaci i nieoczywiste skojarzenia.  
Lubi opowiadać o prawdziwych zdarzeniach i ludziach – np. „Boski”, którego bohaterem był Giulia Andreottiego czy „Oni” – tu sportretował Silvia Berlusconiego. Chętnie też puszcza wodze fantazji, by zaskoczyć widzów. Bywa porównywany m.in. do Federica Felliniego, którego darzy wielką estymą.

 Interesujące są wątki autobiograficzne, zwłaszcza w kontekście jego najnowszego filmu,  u Sorrentino.  Reżyser chętnie się  do nich przyznaje.  Jep Gambardella, bohater „Wielkiego piękna”, bon vivant, kiedyś obiecujący pisarz, a potem dziennikarz bezlitośnie obnażający intelektualną pustkę włoskich artystów, jest neapolitańczykiem tak samo jak Sorrentino. 

   Sorrentino, od kilkunastu lat mieszka w stolicy Włoch. Jest zafascynowany Rzymem, co widać w jego filmach.  „Krążę po mieście, daję się zaskakiwać, nie wiem, jak się mu oprzeć” – powiedział w jednym z wywiadów.

Beata