Weź udział w karnawale weneckim!

Kto pamięta początki pandemii, kojarzy pewnie, że wirus zawitał do Europy i zaczął się rozprzestrzeniać podczas karnawału w Wenecji. Turyści z całego świata spotkali się tam na kilka dni, aby świętować zakończenie karnawału. I to wystarczyło, by wirus rozgościł się na dobre także w naszej części świata. Karnawałowe zabawy zostały natychmiast wstrzymane, z nadzieją, że szybko uda się rozwiązać problem. Dziś zaczyna się kolejny karnawał w Wenecji. Odbędzie się, bo trudno wyobrazić sobie Wenecję bez karnawału, jednak dla bezpieczeństwa został właściwie przeniesiony do Internetu.




Na stronie carnevale.venezia.it od 6 do 16 lutego będzie można uczestniczyć w wielu karnawałowych wydarzeniach. Organizatorzy zapewniają, że nikt nie będzie narzekał na nudę. Przygotowali wirtualne pokoje dla dzieci i młodzieży. W blokach tematycznych poświęconych historii karnawału nie zabraknie opowieści o mieście i karnawałowych tradycjach. Odbędzie się również doroczny konkurs na najpiękniejszą karnawałową maskę oraz wybór najpiękniejszej Marii. W wybrane dni prowadzone będą transmisje na żywo. Przeniesienie zabaw z placów i uliczek Wenecji do Internetu nie może, zdaniem organizatorów, odebrać miłośnikom karnawału okazji do świętowania tego wyjątkowego momentu w roku. Będzie inaczej, ale będzie.



Wielki plan filmowy

Kilka lat temu odwiedziłam Wenecję podczas karnawału. Tłumy ludzi sprawiały, że zwiedzanie miasta było wówczas prawie niemożliwe. Stało się w kolejkach, by przejść przez wąskie mostki nad kanałami. Swoje trzeba było również odczekać przed wejściem na plac św. Marka czy most Rialto. Chwilami trudno było złapać oddech i zorientować się, gdzie poprowadził nas tłum. Mimo to wspominam te kilka dni niezwykle radośnie, niemal czule.

Wszędzie spacerowały tak zwane maski, czyli osoby przebrane w przepiękne stroje z różnych epok. Część z nich została wynajęta przez miasto, inni przebierali się z własnej inicjatywy, z dumą prezentując efektowne przebrania. Nie trzeba nikogo namawiać do zdjęć, wszyscy chętnie pozują, przybierając malownicze pozy. Przygotowanie takich kostiumów zajmuje wiele miesięcy, nic dziwnego, że potem chce się je zaprezentować całemu światu. Na tych, którzy nie przygotowali się do karnawału aż tak dobrze, czekają stoiska z propozycjami mniej wyszukanymi. Maski, peruki, peleryny, różne kolory i wzory – wszystko na wyciągnięcie ręki. Zaskakująco wiele osób decyduje się na takie przebranie. Ja sama przez cały karnawał chodziłam w niebieskiej peruce. Wprawdzie nikt nie chciał zrobić sobie ze mną zdjęcia, ale czułam się świetnie w tej karnawałowej stylizacji.



Spacer po placu św. Marka czy po nabrzeżu to przeżycie estetyczne i kulturowe. Z jednej strony pozuje barokowa para, obok przechodzi angielski lord, zaraz za nim biegną trzy małoletnie motyle. Grupa młodzieży robi sobie zdjęcie z papieżem, oczywiście to także maska. Ja wyszukuję do wspólnych zdjęć maski niebieskie, żeby mi pasowały do peruki, ale największym powodzeniem cieszą się pary w strojach dawnych. Mistrzostwo tych stylizacji jest niezwykłe, zadbano o najmniejsze detale. Od czasu do czasu pojawiają się maski fantastyczne, jak z baśniowych opowieści. Przyciągają głównie uwagę dzieci, ale niejeden dorosły też robi sobie przy nich zdjęcia.

Czuję się jak na wielkim planie filmowym. Przerwa w zdjęciach, aktorzy wychodzą na przechadzkę. Jedni z filmu kostiumowego, inni z komedii romantycznej, a tam w głębi grupa elfów z filmu fantasy. Najzabawniejsze są zdjęcia, które maski robią maskom, barokowa dama z telefonem komórkowym, zmarznięty motylek w wełnianej czapce z pomponem. Zabawne rozczulające, do dziś budzące uśmiech.



Niezbyt grzeczna tradycja

Wenecja od dawien dawna lubiła karnawałową tajemniczość i zabawę. Maski sprzyjały anonimowości, a to rodziło pokusę szaleństwa i przygody. Panowie w maskach nie ograniczali się tylko do miłosnych westchnień, panie w maskach chętnie odpowiadały na ich zaloty. W zaułkach, wąskich uliczkach, z dala od światła latarni działo się dużo i namiętnie. W historii miasta był nawet taki czas, że karnawał trwał prawie przez cały rok. Wenecja wiedziała, co to luksus, pożądanie i ryzyko. Pod peleryną nieraz krył się też nóż, zadający śmiertelny cios nieostrożnemu kochankowi czy niewiernej żonie. Ale w tym mieście nikt nie był bez winy, z rozkoszy życia każdy starał się uszczknąć coś dla siebie. Karnawał trwał nawet wtedy, gdy miasto straciło już swój blask, a La Serenissima pogrążyła się w mroku.



Kiedy do Wenecji przybył Napoleon Bonaparte, poczuł się zauroczony miastem. To właśnie on powiedział o placu św. Marka, że jest to najpiękniejszy salon Europy. Jednocześnie jednak żywiołowość tego miasta była mu nie na rękę, dokonał więc aktu symbolicznego unicestwienia weneckiej duszy. Zabrał mieszkańcom karnawał. Kolejne wieki były niespokojne, pełne wojen, rewolucji, przewrotów. Napoleon zniknął, ale Wenecja nie miała już ochoty na zabawy.

Na powrót karnawał trzeba było czekać wiele lat. Dopiero w 1979 roku powrócono do tradycji, oczywiście nieco ją po drodze szlifując, by pasowała do nowych czasów. Złośliwi twierdzą, że był to wyłącznie chwyt marketingowy, który miał przyciągnąć turystów do Wenecji również w niezbyt atrakcyjnym pogodowo sezonie zimowym. Być może tak było, ale ludziom naprawdę trzeba było karnawału. Beztroskiej zabawy, która pozwala zapomnieć o zmartwieniach. Święta radości i kreatywności. Powrotu do świata, w którym niektóre rzeczy były znacznie prostsze.

Magdalena Giedrojć