Pierfancesco Favino: nigdy nie miałem planu B. Zawsze chciałem być aktorem

Pierfancesco Favino ma to coś. Jest doskonałym, charyzmatycznym aktorem. Świetnie sprawdza się w rolach uwodzicieli, polityków i czarnych charakterów. We Włoszech ma status wielkiej gwiazdy. Gra też w produkcjach zagranicznych, m.in. hollywoodzkich. W ubiegłym roku widzieliśmy go w doskonałym „Zdrajcy” w reż. Marco Bellocchio. Za rolę skruszonego mafiosa Tomaso Buscetty dostał wiele prestiżowych nagród, m.in. David di Donatello. W 2020 roku uhonorowano go nagrodą dla najlepszego aktora na festiwalu w Wenecji za rolę w filmie pt. „Padrenostro”. 


W naszych kinach pojawia się właśnie świetny film w reż. Gabriele Muccino pt. „Najlepsze lata”. Favino zagrał tam jednego z głównych bohaterów, Giulia. I o tym filmie opowiada nam w wywiadzie. Zapraszamy do czytania i oglądania! Film „Najlepsze lata” w kinach już od 18 czerwca. 

„Najlepsze lata” to historia czwórki bohaterów – Paola, Giulia, Riccarda i Gemmy – która rozgrywa się w Rzymie. Poznają się na początku lat osiemdziesiątych. Gdy są młodzi, są nierozłączni. Potem los nie zawsze obchodzi się łaskawie z ich marzeniami, planami i nadziejami.

Film „Najlepsze lata” Gabriele Muccino opowiada o losach czwórki przyjaciół na przestrzeni czterdziestu lat. Co dla pana jest w tej historii najważniejsze?

Pierfrancesco Favino: Bez wątpienia przyjaźń. Ma ogromną wartość, nie do przecenienia. Bez niej nie sposób żyć. Pozwala cieszyć się radościami i daje wsparcie wtedy, gdy się potykamy. To też opowieść o witalności i wierze w siłę marzeń, gdy jest się bardzo młodym, o rozczarowaniach, o miłości i o przemijaniu. 

 
Na planie „Najlepszych lat” spotkał się pan z Kimem Rossi Stuartem i Claudiem Santamarią. W 2005 r. zagraliście razem w „Opowieści kryminalnej” (Romanzo Criminale). Dla całej trójki ten film w reż. Michele Placido był bardzo ważnym etapem w karierze. Jak wam się grało razem po 15 latach przerwy?

Pierfrancesco Favino: Z Kimem rzeczywiście nie pracowałem od czasu „Opowieści kryminalnej”. „Najlepsze lata” były więc wspaniałą okazją do artystycznego, ponownego spotkania. To było bardzo inspirujące. Z Claudiem spotykam się raz na jakiś czas na planie filmowym, graliśmy razem też u Gabriele Muccino. Znam Claudia, przyzwyczaiłem się do jego sposobu pracy i podziwiam jego wielki talent. Przez te lata, które minęły od czasu „Opowieści kryminalnej”, trochę się zmieniliśmy, ale odnaleźliśmy wspólny ton, znowu się zgraliśmy. Rzeczywiście tamten film był kamieniem milowym w zawodowym życiu każdego z nas. Wiele mu zawdzięczamy.

Postać Giulia, którego zagrał pan w „Najlepszych latach”, to długa podróż w czasie. Czy podczas pracy nad tą rolą spoglądał pan wstecz i zastanawiał się nad swoją młodością i nad tym, czy wszystkie marzenia udało się spełnić?



Pierfrancesco Favino: Oczywiście, nie mogło być inaczej. Powróciło wiele wspomnień. Myślałem o dawnych latach, tak różnych od tych, w których teraz żyjemy. Przeżywałem jeszcze raz emocje, które towarzyszyły mi przez dziesiątki lat, gdy odnosiłem sukcesy i gdy popełniałem błędy. Praca nad takim filmem jak „Najlepsze lata” to rzeczywiście świetna okazja do osobistej podróży w czasie.

Od początku kariery aktorskiej jest pan wierny teatrowi. Reżyseruje pan też sztuki teatralne. Czy myślał pan o tym, by wyreżyserować film?

Pierfrancesco Favino: Szczerze mówiąc nigdy mi to nie przyszło do głowy. Wierzę, że jeszcze wiele przede mną jako aktorem. Mam apetyt na granie w filmach. Może nadejdzie taki dzień, że postanowię spróbować sił w kolejnym zawodzie związanym z kinem. Musiałbym mieć jednak do opowiedzenia w filmie historię, która mnie zafascynuje. Reżyserowanie w teatrze daje mi wiele satysfakcji, choć jest – muszę przyznać – dość wyczerpujące.

Często gra pan w filmach postaci, które żyły naprawdę. To m.in. Tomaso Buscetta, generał Della Rovere, mistrz kolarski Gino Bartali, terrorysta Giuseppe Pinelli, polityk Bettino Craxi. To duże wyzwanie dla aktora?

Pierfrancesco Favino: To przede wszystkim sprawa okazania szacunku. Myślę o bliskich osoby, której wizerunek kreuję w filmie, o tym, co oni pomyślą, gdy obejrzą film. Takie podejście wiele zmienia i zmusza do bardzo odpowiedzialnego budowania roli. Gdy tylko było to możliwe, starałem się spotkać z dziećmi lub żonami postaci, które grałem. Chodziło mi o uzyskanie czegoś, co można nazwać pozwoleniem, o coś w rodzaju autoryzacji. Takie rozmowy pozwalają także w pewien sposób zbliżyć się do postaci, którą się gra, poczuć jej ducha.


Zagrał pan w wielu doskonałych filmach. Jak wybiera pan role?

Pierfrancesco Favino: Najważniejszy jest scenariusz. To fundament filmu. Przede wszystkim opowiadamy przecież historie, które powinny być przekonujące. Dopiero potem przychodzi czas na inne, niezwykle ważne składniki filmu, ale nie tak fundamentalne jak scenariusz.

Rok 2020 to rok pandemii i lockdownu. Co pozostawił ten czas?

Pierfrancesco Favino: Pierwsza sprawa, która przychodzi mi do głowy, to ogromny niepokój, co stanie się z kinem, ze wszystkimi ludźmi, którzy pracują w sektorze artystycznym. Staraliśmy się przez te miesiące społecznej izolacji podtrzymywać na duchu ludzi zamkniętych w domach. I nie tylko poprzez filmy. Często nie myśli się o tym, jak ważna jest sztuka w tak trudnym czasie. Dzięki pandemii miałem więcej czasu dla mojej rodziny. Rozwijałem też swoje umiejętności kulinarne, trochę majsterkowałem. 

Jest pan znakomitym aktorem, gwiazdą. Czy były w pana życiu zawodowym takie momenty, gdy miał pan ochotę rzucić to wszystko i zacząć robić coś innego?

Pierfrancesco Favino: Od zawsze chciałem być aktorem. Nie miałem i nie mam tzw. planu B. Nawet wtedy, gdy było ciężko, nie myślałem o zmianie zawodu.

Od urodzenia jest pan rzymianinem. Jaki jest pana stosunek do tego miasta?

Pierfrancesco Favino: Rzym to coś więcej niż miasto. Rzym to opowieść o historii ludzkości. Jest niezwykle piękny, bardzo złożony. Rzym jest również sposobem życia, codziennością, bez której nie sposób się obejść.

Rozmawiała Beata Zatońska