Rafael Santi, Portret młodzieńca

Dzieje tego obrazu przypisywanego Rafaelowi są skomplikowane i (jak na razie) bez happy endu. Po wiekach tułaczki zniknął w tajemniczych okolicznościach i do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Być może został zniszczony, być może ukryty w jakiejś prywatnej kolekcji. Na szczęście możemy dziś oglądać jego wierną kopię, przygotowaną według wszystkich renesansowych zasad.


Obraz pojawił się w Polsce za sprawą rodziny Czartoryskich. Izabela Czartoryska (1746-1835) założyła w Puławach prywatne muzeum, w którym gromadziła pamiątki przeszłości. W powiększaniu zbiorów pomagał jej syn, Adam Jerzy Czartoryski, który wiele podróżował po Europie i kupował dzieła sztuki, powiększając rodzinną kolekcję. Świątynia Sybilli przeznaczona była na pamiątki narodowe, w Domu Gotyckim gromadzono dzieła obcego pochodzenia. Kupione przez Adama Jerzego „Portret młodzieńca” Rafaela, „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci oraz „Pejzaż z miłosiernym samarytaninem” Rembrandta stanowiły najcenniejszą część nie tylko zbioru pamiątek obcych, ale w ogóle całej rodzinnej kolekcji. Kolekcja po latach trafiła do Krakowa, gdzie stworzono Muzeum Książąt Czartoryskich (1876). „Damę z gronostajem” i „Pejzaż z miłosiernym samarytaninem” nadal można oglądać w zbiorach Czartoryskich w Krakowie, „Portret młodzieńca” jest obecny niestety tylko w postaci czarno-białej fotografii.

Dzieła sztuki z kolekcji Czartoryskich wiele razy wędrowały po Polsce i Europie, podczas powstań i wojen były ukrywane w rodzinnych majątkach, w piwnicach, klasztorach, oddawano je w depozyt innym muzeom. W 1939 roku, w przededniu II wojny światowej, najcenniejsze zbiory Czartoryskich przeniesiono do majątku w Sieniawie i ukryto w pałacowej oficynie. Niestety zostały odkryte przez Niemców i po kilku podróżach trafiły do Berlina. Obrazy Rafaela, da Vinci i Rembrandta miały uświetnić muzeum sztuki w Linzu, tworzone na życzenie Adolfa Hitlera. W pewnym momencie wypożyczono je do ozdobienia siedziby Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie, a gdy zrobiło się niebezpiecznie, przewieziono na Dolny Śląsk. I tutaj urywa się ślad. Z różnych dokumentów wynika, że w dalsze podróże udawały się obrazy Leonarda i Rembrandta, o „Portrecie młodzieńca” nie ma już więcej mowy.

Nie wiadomo, co się stało z obrazem Rafaela. Ocalały jedynie zdjęcia i ryciny dzieła, dające dość mgliste pojęcie o wartości artystycznej portretu. Istnieje możliwość, że nigdy więcej nie zobaczymy już oryginału. Na szczęście znalazł się ktoś, kto postanowił odtworzyć obraz Rafaela.

Łukasz Nawrocki, artysta, doktor sztuk plastycznych z zakresu konserwacji i restauracji dzieł sztuki, przez długi czas wnikliwie przyglądał się Rafaelowi, przeanalizował materiały źródłowe, przygotował obszerną dokumentację technologiczną. W swojej pracy doktorskiej zrekonstruował warsztat malarski Rafaela, po czym podjął decyzję, że przywróci naszym oczom dzieło mistrza. Według słów twórcy, w swojej strukturze i w użytych materiałach rekonstrukcja jest zgodna z oryginalnymi dziełami Rafaela z początku XVI wieku.

Po analizie zachowanych fotografii i rycin autor stworzył tzw. modello, czyli projekt rysunkowy, w którym zrekonstruował wiele detali nieczytelnych na zdjęciach oraz opracował modelunek światłocieniowy. Następnie, korzystając z instrukcji Cennina Cenniniego zawartych w traktacie „Il Libro dell’Arte” (początek XIV w.) , przygotował podobrazie z desek lipowych połączonych klejem skórnym i pokrył je dziesięcioma warstwami delikatnej zaprawy gipsowej (gesso sottile). Potem przyszedł czas na przeniesienie rysunku na przygotowane podobrazie i podrysowania, czyli wzbogacanie o niezbędnej detale. W kolejnym etapie autor zajął się położeniem imprimitury, czyli pierwszej warstwy farby, która zabarwiała podłoże, wpływając na barwę i świetlistość obrazu. Rafael stosował imprimiturę białokremową, co współgrało z barwą karnacji. Następne etapy to dobieranie pigmentów, kolorów i spoiw. Jeszcze tylko monochromatyczna podmalówka z wykorzystaniem naturalnej umbry włoskiej i można przejść do warstw barwnych i modelunku. A tu do odtworzenia całe bogactwo pejzażu, stroju i twarzy młodzieńca, rozpisane na wiele mniejszych kroków. Na koniec jeszcze przygotowanie odpowiednio zaprojektowanej ramy i obraz gotowy. Projekt zamknięty. Jego przygotowanie zajęło pół roku, ale poprzedziło je wiele lat pracy naukowej nad poznaniem właściwych metod.

Cały proces Łukasz Nawrocki dokumentował fotograficznie i komentował na specjalnie założonym w tym celu profilu na Facebooku Raphael Santi Project. Dzięki temu obserwatorzy i entuzjaści mogli nie tylko śledzić postępy prac, lecz także zdobyć wiedzę na temat renesansowej sztuki, warsztatu mistrza i
rekonstrukcji konserwatorskiej.

Magdalena Giedrojć