„Zdrajca” – wnikliwy portret mafii

Nakręcona z epickim rozmachem epopeja z szekspirowskim bohaterem w centrum. Mistrz kina Marco Belocchio, zwany od lat buntownikiem, opowiada historię mafiosa, członka cosa nostry, który swoimi zeznaniami doprowadził do poważnego kryzysu tej przestępczej organizacji. Po wielkim procesie, który rozpoczął się w 1986 r., sycylijska mafia do tej pory nie odbudowała potęgi sprzed lat.

Biografia tytułowego „zdrajcy”, mafiosa Tommasa Buscetty, przed kamerą Belocchia nabrała waloru poetyckiego. Film dostał wiele nagród m.in. sześć prestiżowych statuetek David di Donatello – m.in. dla najlepszego filmu, za reżyserię i za główną rolę Pierfrancesco Favino. Na festiwalu w Cannes po projekcji publiczność zgotowała filmowi kilkunastominutową owację.

Film Belocchia jest dynamiczny, pełen energii. Trwa prawie trzy godziny, ale seans mija niepostrzeżenie. Buscetta fascynuje, jest pełen wszetecznego uroku. W filmie, jak w soczewce, ogniskują się problemy współczesnych Włoch. Wielka polityka pojawia się na drugim planie, gdy okazuje się, że w mafijne interesy zamieszani są czołowi politycy.

Tommaso Buscetta jest postacią tragiczną, wieloznaczna, okrutna i jednocześnie budzącą sympatię. Inteligentny, okrutny i zdecydowany gangser, potrafi oczarować prawie każdego. Wie też doskonale, jak bronić siebie i najbliższych, choć w starciu z mafią nie zawsze się to nie udaje. Buscetta w rękach Bellocchia i w doskonałej interpretacji Pierfrancesco Fasino stopniowo staje się mężczyzną.


Film zaczyna się od sceny wystawnego przyjęcia weselnego w Rio de Janeiro. Buscetta jest pewny siebie, nonszalancki. Wydarzenia, które potem następują budzą w nim nowe uczucia. Staje się bardziej odpowiedzialny za rodzinę, zrzuca maskę mafijnego żołnierza. Zdaje sobie sprawę, że bez względu na to, co zrobi, zawsze będzie zdrajcą. Paradoks moralności.

Osią filmy jest tzw. maksiproces, widowisko momentami zabawne, a momentami przerażające. Mafiosi w klatkach, zachowują się jak schwytane w pułapkę zwierzęta, ale jednocześnie pewni są swojej bezkarności.

Maksiproces (z wł. Maxiprocesso) rozpoczął się 10 lutego 1986 r. w Palermo. Był to największy proces sądowy w dziejach włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Na ławach oskarżonych, w trzydziestu stalowych klatkach, które ustawiono w specjalnym bunkrze w więzieniu Ucciardone, zasiadło 464 mafiosów (ponad stu sądzonych zaocznie). Oskarżono ich m.in. o zabójstwa, porwania, wymuszenia, handel narkotykami, itp. Broniło ich dwustu adwokatów.

Syn szklarza ze zbrodniczymi talentami
Buscetta urodził się w Palermo jako czternaste dziecko ubogiego szklarza. Szybko stał się członkiem mafijnej rodziny i zaczął piąć się po szczeblach kariery. Jak powiadano, miał wrodzony talent do zabijania, przemytu i różnych przekrętów. Gdy doszło do pierwszej wojny sycylijskich klanów, wyemigrował i prowadził mafijne interesy m.in. w Nowym Jorku. Potem rozkręcił narkotykowy biznes w Meksyku i Meksyku. W 1972 r. policja złapała go na granicy brazylijsko-urugwajskiej i deportowano go do Włoch. W 1980 r. wyszedł na wolność i po krótkim pobycie w Palermo wrócił do Brazylii. Tymczasem na Sycylii w tzw. wielkiej wojnie klanów zginęło jego dwóch synów, zięć i brat.

W 1983 r. brazylijska policja w wielkiej akcji ujęła Buscettę. Znowu odstawiono go do Włoch. Wtedy, po spotkaniu z walczącym z cosa nostrą sędzią Giovannim Falcone, zdecydował się zeznawać przeciwko kolegom z mafii. W zamian objęto go programem ochrony świadków.

Dochodzenie do prawdy
„Gdy piszę scenariusze, to zawsze, choć wychodzę od różnych historii, zawsze szukam w nich punktów wspólnych z moim światem. Proces kręcenia filmu to dla mnie zawsze sposób dochodzenia do prawdy” – tłumaczył reżyser w jednym z wywiadów.

„Po raz pierwszy nie identyfikowałem się z bohaterem mojego filmu. Byłem jednak zafascynowany drogą Buscetty, przestępcy, uciekiniera i zdrajcy” – mówił Bellocchio. „Chciał przeżyć, postanowił więc, że będzie mówił i podjął współpracę z sędzią Falcone. Wiedział, że w ten sposób zrywa całkowicie wszelkie związki ze swoim światem. Falcone nie powiedział wszystkiego, z czego sędzia zdawał sobie doskonale sprawę. Jednak nawet te połowiczne zeznania przyczyniły się do postawienie przed sądem w wielkim procesie najważniejszy przywódców cosa nostry.

Buscetta twierdził, że w cosa nostra był zaledwie zwykłym żołnierzem, ale w czasie swoje przestępczej kariery poznał prawie wszystkich tych, którzy liczyli się w mafii. Dzięki temu, że złamał „omertę”, czyli zmowę milczenia, udało się sporządzić setki aktów oskarżenia.

Buntownik
Marca Bellocchio urodził się w 1939 r. w zamożnej rodzinie w Piacenzy (Emilia-Romania). Jego ojciec był adwokatem, a matka – nauczycielką. Przyszły reżyser studiował najpierw filozofię na Uniwersytecie Katolickim w Mediolanie. Potem uczył się reżyserii Centro Sperimentale di Cinematografia w Rzymie i w Slade School of Fine Arts w Londynie.

W 1965 r. zrealizował film „Pięści w kieszeniach”, który miał mieć premierę na festiwalu w Wenecji. Uznano jednak, że jest zbyt drastyczny. Podobnych obiekcji nie mieli szefowie festiwalu w Locarno. Po tym filmie reżysera uznano za buntownika i kontestatora obowiązującego porządku społecznego i politycznego we Włoszech. Stał się nieformalnym przywódcą młodych gniewnych, którzy w latach sześćdziesiątych wchodzili do włoskiej kinematografii.

„Pięści w kieszeniach” robiły wrażenie techniczną perfekcją debiutanta i mocnym tematem. Bellocchio opowiedział w tym filmie historię rodzinnej, krwawej tragedii. To mocny, antymieszczański moralitet., opowieść o czteroosobowej rodzinie – niewidomej matce i trojgu dorosłych dzieciach. Bohaterem jest Alessandro, młody epileptyk o skłonnościach paranoicznych. Alessandro postanawia odciążyć brata Augusto, który utrzymuje chorych członków rodziny. Sandro zrzuca matkę do wąwozu, topi upośledzonego umysłowo brata, dusi siostrę, a potem umiera we śnie, podczas ataku epilepsji. To, co robi Sandro, odbywa się z cichą akceptacja Augusto.

Każdy kolejny film, który wyreżyserował Bellocchio budził żywe dyskusje we Włoszech i na świecie. Były to m.in. „Czas religii” (2002) – o roli Kościoła we współczesnym świecie na przykładzie życia pewnego ateisty: „Witaj, nocy” (2003) – intymna historia porwania Aldo Moro; „Zwycięzca” (2009) – o nieznanych i ciemnych kulisach władzy i życia Benito Mussoliniego czy „Bella adormentata" (2012) – o eutanazji, inspirowany głośnym przypadkiem Eluany Englaro, młodej kobiety, która przez 17 lat żyła w stanie wegetatywnym czy „Słodkich snów” (2016) – ekranizację powieści Massimo Garamellego o mężczyźnie, który odkrywa prawdę o śmierci swojej matki.

Nowe projekty
Marco Bellocchio pracuje obecnie nad dwoma filmami. Pierwszy, bardzo osobisty, w którym chce opowiedzieć o tragedii rodzinnej. 26 grudnia 1968 r. jego brat bliźniak odebrał sobie życie. Film ma roboczy tytuł „L’Urlo” (Krzyk). „1968 r. dla wielu był początkiem nowego porządku, nadzieją na lepszy świat. Dla naszej rodziny był to rok straszny, powstała wtedy rana, która nigdy się nie zabliźniła” – powiedział Bellocchio w wywiadzie dla „Vanity Fair”.

Drugi projekt filmowy dotyczy sprawy z XIX w. To historia porwania w 1856 r. małego żydowskiego chłopca, Edgara Mortary. Uprowadzono go do Rzymu na wniosek inkwizycji, ochrzczono i wychowano w duchu katolickim. Edgardo Mortara wychowywał się w getcie w Bolonii, która należała wtedy do Państwa Kościelnego. Papież nie zgodził się na oddanie dziecka rodzinie, która walczyła o nie przez długi czas.

Beata

Zdjęcia w tekście pochodzą z materiałów prasowych Gutek Film