Między nami czarownicami

Choć głównym bohaterem tej opowieści jest likier, to tak naprawdę zacząć trzeba od pewnego drzewa, wokół którego podobno tańczyły czarownice. Przynajmniej zdaniem niektórych mężczyzn, którzy za bardzo zaprzyjaźnili się z miejscowym winem… 

Rzecz działa się w miasteczku Benevento na południu Włoch, a mężczyznami byli najeźdźcy z dalekiej północy. Panowie wprawdzie okazali się mało odporni na działanie wina i mogli mijać się nieco z rzeczywistością, ale zaskakujące jest, że nader zgodnie widzieli tę samą scenę, czyli czarownice tańczące radośnie pod drzewem orzechowym. Wieść o tym rozeszła się po okolicy i wkrótce malutkie Benevento stało się słynne z tego, iż miały się w nim odbywać sabaty czarownic. Mieszkańcy miasteczka doszli do wniosku, że z czarownicami lepiej nie zadzierać i nie walczyli jakoś nadmiernie ze swym przeznaczeniem. Mało tego, potrafili z tego nawet czerpać całkiem nieczarodziejskie korzyści.

Pewien aptekarz Vincenzo Alberti stworzył recepturę oryginalnego likieru ziołowego i nadał mu nazwę „Strega”, czyli wiedźma, wyraźnie nawiązując do legendy. Syn aptekarza Giuseppe rozwinął pomysł ojca, zaprojektował etykietę, na której też nie brak odwołań do orzechowego drzewa i tańca czarownic. Wydarzyło się to w połowie dziewiętnastego wieku i od tamtej pory „Liquore Strega” święci triumfy na całym świecie. Pomaga mu w tym na pewno czarodziejska historia, ale nie bez znaczenia pozostają też inne przymioty samego alkoholu.

Likier ma piękny żółty kolor, który zawdzięcza szafranowi. W smaku jest bardzo złożony, odnaleźć w nim można zioła i liczne przyprawy. Skład trunku to ponad siedemdziesiąt różnych dodatków, wśród których jest między innymi piołun, arcydzięgiel, gałka muszkatołowa. Wszystkie składniki w proporcjach, które znają tylko wybrani, maceruje się w spirytusie, a następnie destyluje. Potem jeszcze przez pół roku likier leżakuje w drewnianych kadziach i jest gotowy do spożycia. Pija się go w małych eleganckich kieliszeczkach, a podaje po posiłku jako digestivo.

Producenci likieru bardzo dbają, by jego sława nie przygasła, a zainteresowanie trunkiem podtrzymują, uwspółcześniając legendę stojącą u korzeni „Stregi“. Przez lata pojawiały się różne plakaty i reklamy, na wszystkich nader chętnie pokazywano kobiety – uwodzicielskie, nieobliczalne, szalone. Czasami nawiązanie do czarownic było lekko tylko zarysowane, innym razem całkiem wyraźne. 



A teraz czas na niespodziankę. Okazuje się, że Strega to nie tylko likier. To także jedno z największych wydarzeń kulturalnych we Włoszech, jedno z ważniejszych w Europie. Przed drugą wojną światową Maria i Goffredo Bellonci wraz z przyjaciółmi wpadli na pomysł stworzenia zupełnie nowej nagrody literackiej, a swój pomysł zrealizowali kilka lat później dzięki mecenatowi producenta likieru. Guido Alberti, zarządzający wówczas firmą, użyczył również nazwy swojej firmy i tak 17 lutego 1947 roku powołano do życia nagrodę zwaną Premio Strega. Zwycięzcę wyłaniają głosowania specjalnego jury, w skład którego wchodzą między innymi poprzedni laureaci.

W tym roku odbyła się już 74. edycja. W poprzednich edycjach zwyciężały między innymi: „Imię róży” Umberto Eco, „Lampart” Giuseppe Tommasi di Lampedusa, „Opowiadania” Alberto Moravia, „Samotność liczb pierwszych” Paolo Giordano, „Życie” Melania Mazzucco. W 2016 roku nagrodę otrzymała pisarska z polskimi korzeniami Helena Janeczek za książkę „Dziewczyna z Leicą”, a w 2020 r. po raz drugi wyróżniony został Sandro Veronesi, tym razem za książkę „Kolibry”. W 2006 roku przyznano niezwykłą, honorową nagrodę. Poza głównym konkursem wyróżniono… Konstytucję Włoch. To się nazywa szacunek dla ustawy zasadniczej.

Magdalena Giedrojć

Ilustracje pochodzą ze strony producenta Liquore Strega.