Roberto Costantini: kocham Rzym, jak się kocha piękną kobietę

– Balistreri narodził się z pragnienia, by stworzyć policjanta innego niż ci dobrzy, poprawni politycznie stróżowie prawa. Jest bezlitosny, samotny, kobiety traktuje przedmiotowo, nie wierzy w nic i nikogo – mówi Roberto Costantini, autor bestsellerowych thrillerów, które odniosły sukces we Włoszech i zostały przetłumaczone na wiele języków.


Costantini napisał serię książek, których bohaterem jest komisarz Michele Balistreri. W Polsce w wydawnictwie Sonia Draga ukazała się właśnie powieść Costantiniego pt. „Z bardzo daleka” w tłumaczeniu Tomasza Kwietnia.

Rok 1990. W środku upalnego lata, gdy całe Włochy przeżywają magiczne noce mistrzostw świata w piłce nożnej, bez śladu znika syn potężnego rzymskiego dewelopera. Śledztwo przypada komisarzowi Balistreriemu, którego wcale nie cieszy, że musi szukać zbuntowanego syna przedsiębiorcy. Jednak wszystko zmienia odkrycie okrutnie okaleczonych zwłok młodego mężczyzny obok zwłok dziewczyny zniewolonej przez jednego z bossów camorry.

Jak to się stało, że odnoszący sukcesy zawodowe inżynier postanowił zacząć pisać książki?
Od dziecka czytałem kryminały. Gdy pracowałem jako konsultant, mnóstwo podróżowałem. Nie potrafię spać w samolotach. Podczas długich godzin lotów notowałem pomysły, które przychodziły mi do głowy. Zbierałem je przez 20 lat. Potem przyszedł w moim życiu czas, gdy cierpiałem na bezsenność. W bezsenne noce porządkowałem notatki, które zgromadziłem. Wtedy powstała pierwsza moja książka pt. „Jesteś złem”.

Michele Balistreri, bohater serii pana książek, jest postacią trudną do zdefiniowania, pełną sprzeczności. Świetny policjant, ale człowiek z wieloma problemami osobistymi. Co panem kierowało, żeby tak skomplikować mu życie?
Balistreri narodził się z pragnienia, by stworzyć policjanta innego niż ci dobrzy, poprawni politycznie stróżowie prawa. Jest bezlitosny, samotny, kobiety traktuje przedmiotowo, nie wierzy w nic i nikogo. Liczy się jednak dla niego lojalność, która jest wartością wychodzącą już prawie z mody.


Napisał pan wiele książek o Balistrerim, czyli spędził z nim pan mnóstwo czasu. Jak się układają kontakty z taką trudną postacią literacką?
Zostaliśmy przyjaciółmi. Kiedy jestem sam, rozmawiam z Balistrerim jak ze starym, dobrym przyjacielem.

Jaka jest największa zaleta Balistreriego?
Tak jak już powiedziałem, jego wielka lojalność. I szczerość. Mówi tylko to, co myśli, albo milczy. Nie stara się być sympatyczny.

W jaki rodzaj sprawiedliwości wierzy Michele Balistreri?
Bezkompromisową. Jeśli okaże się, że ktoś złamał zupełnie podstawowe zasady, może nawet zabić.

„Z bardzo daleka”, powieść, które niedawno została przetłumaczona na polski, jest nie tylko historią skomplikowanego, wielowątkowego śledztwa. To również opowieść o kobietach, bitych, poniżanych i wykorzystywanych, które w pewnym momencie postanawiają zrewanżować się swoim oprawcom. Dlaczego zdecydował się pan na podjęcie tego tematu?
Dlatego że wiele osób oskarża Balistreriego, że jest szowinistą. Moim zdaniem jest to bardzo powierzchowny osąd, bazujący na popularnym rozumieniu tzw. poprawności politycznej. Generalnie Balistreri uważa, że na kobietach nie można polegać. I nie jest tak dlatego, że ma jakieś niesprecyzowane uprzedzenia. Kilka razy się w życiu zawiódł. Broni jednak kobiet za wszelką cenę, jeśli spotka takie, którym wierzy i które są w niebezpieczeństwie.

W swoich książkach stosuje pan ciekawy zabieg konstrukcyjny. Opowiada pan o pewnych wydarzeniach w dwóch płaszczyznach czasowych. Czytelnik odkrywa łączące je, mimo upływu lat, wątki i postaci. W „Z bardzo daleka” Balistreri powraca do sprawy, która wydawała się już zamknięta, po 20 latach.
Moje thrillery buduję tak, że rozwiązanie kryminalnej zagadki nie następuje od razu. Poszukiwanie prawdy rozkłada się w czasie, poszczególne etapy śledztwa ujawniają tylko jej część. Każdy z ewentualnych podejrzanych zmienia się, wraz z rozwojem wypadków dowiadujemy się o nim coraz więcej. To thrillery odkrywające ciemne strony ludzkiej duszy, zupełnie nie w stylu Agathy Christie czy porucznika Colombo

W thrillerach z Balistrerim w roli głównej jest jeszcze jeden ważny bohater, równorzędny i pełnoprawny. To Rzym. Lubi pan to miasto, w którym mieszka od lat?
Kocham Rzym za jego piękno, tak jak kocha się piękną kobietę. Nienawidzę jednak, tak samo jak Balistreri, rozprzestrzeniającej się tam mafijności, tego rzymskiego i włoskiego zwyczaju, wg którego znajomości są ważniejsze niż umiejętności i kompetencje.

Kryminały są przede wszystkim rozrywką dla czytelników? Czy powinny być czymś więcej?
Każdy pisarz i każdy czytelnik jest inny. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Nie przepadam za thrillerami, które powstały tylko po to, by rozerwać czytelnika. Cenię w tego typu książkach mocne tło społeczne.

Planuje pan napisanie kolejnych książek, w których głównym bohaterem będzie Michele Barlistreri?
Jeśli Mike opowie mi znowu jakąś interesującą historię, to kto wie… Zobaczymy…

Rozmawiała Beata Zatońska
Zdjęcie Roberta Costantini – materiały prasowe/Giliola Chisté