Florencja pod wodą i aniołowie błota. Mija kolejna rocznica wielkiej powodzi

O godzinie trzeciej nad ranem 4 listopada w 1966 r. rzeka Arno wylała i zatopiła Florencję. Wody przybywało przez cały dzień, docierała do oddalonych od rzeki części zabytkowego, pełnego dzieł sztuki miasta. Powódź zabrała życie 35 osobom, a 13 tys. pozbawiła dachu nad głową. Podczas spaceru po Florencji znajdziemy na wielu domach oznaczony poziom, do którego sięgała woda.


Noc z piątku na sobotę zapisała się w pamięci mieszkańców Florencji jako czas katastrofy. Wody w Arno przybywało od wielu dni. Padały intensywne deszcze. Aż rzeka wystąpiła z brzegów i pokryła wodą obszar wielu kilometrów kwadratowych.

Reżyser Franco Zefirelli tuż po powodzi nakręcił poruszający film dokumentalny pt. „Per Firenze”. Są tam zdjęcia kręcone z pokładu samolotu, pokazujące ogrom zniszczeń, które poczyniła powódź.

Florencja długo podnosiła się po tej tragedii. Z pomocą pośpieszyli nie tylko Włosi, cały świat ruszył ratować bezcenne zabytki stolicy Toskanii.

Dzika bestia

Gdy spoglądamy na Arno podczas spaceru wzdłuż jej brzegów, wydaje się, że jej wody płyną dość leniwie. Rzeka okazała się jednak bardzo niebezpieczna. Zamieniła się w dziką bestię i zniszczyła jedno z najpiękniejszych włoskich miast.



Arno raz na jakiś czas wylewała. W miejskich kronikach zapisano np. wielkie powodzie z 1270, 1333 i 1589 r. Woda zalała Florencję też w 1944 r. W latach pięćdziesiątych powstała tama w górnym biegu rzeki. Niestety nie uchroniło to miasta przed klęską żywiołową.

W relacjach osób, które były świadkami powodzi z 1966 r., powtarza się informacja o huku wody, która pędziła ulicami miasta. Wezbrane fale porywały to, co spotkały na swojej drodze. Pędziły z prędkością kilkudziesięciu km na godzinę. Dobytek mieszkańców Florencji unosił się na powierzchni spienionej, pełnej mułu i piasku wody.

Powódź zaczęła się 4 listopada nad ranem. Poziom wody we Florencji przestał się podnosić dopiero wieczorem. Osiągnął od dwóch do nawet sześciu metrów w różnych miejscach.

Najbardziej ucierpiały rejony miasta, które znajdowały się blisko rzeki. Woda zalała m.in. Ognissanti, Santa Croce, Santa Trinita, dostała się do Duomo i baptysterium, do kościoła San Marco, do Santa Maria Novella. Długo by można wymieniać te miejsca, które ucierpiały.

Wszędzie błoto

Gdy woda zaczęła opadać, okazało się, że ulice Florencji pokryte są warstwą gęstego błota wymieszanego z ropą naftową. Była to cuchnąca, lepka maź.

Mieszkańcy Florencji, dotknięci wielkim nieszczęściem, pozbawieni dachu nad głową i majątku, nie zapomnieli o tym, że trzeba ratować zabytki ich pięknego miasta. Tłumnie ruszyli do czyszczenia ulic, zeskrobywania wszechobecnego błoga. Z miasta wywieziono kilkaset ton błota.

Pojawiły się oskarżenia, że o nadchodzącym kataklizmie można było ludzi uprzedzić, że do wylewu rzeki przyczyniło się otwarcie tamy przy elektrowni wodnej. Ostatecznie jednak winnych nie znaleziono. Florentyńczycy pozostali nieufni wobec władz, a prezydenta Giuseppe Saragatę, który przyjechał do ich miasta z wizytą tuż po powodzi, przyjęli co najmniej obojętnie.

Ogrom zniszczeń i aniołowie błota

Rząd włoski ruszył z pomocą. Tak jak m.in. Czerwony Krzyż i inne tego typu organizacje. Poruszony do głębi świat również. Powstał Committee to Rescue Italian Art, na czele którego stanął David Rockefeller. Amerykanie nie szczędzili pieniędzy.



Angeli di fango, czyli aniołowie błota – to wolontariusze z różnych zakątków Włoch i ze świata, którzy z wielkim oddaniem i poświęceniem nieśli pomoc miastu. Ratowali, co tylko mogli. Bez nich nie udałoby się ocalić wielu dzieł sztuki, bezcennych książek z zalanych bibliotek itp.

Długo obawiano się, że zawali się zabytkowy Ponte Vecchio. Woda wdarła się m.in. na parter Uffizi i do Biblioteki Narodowej, zniszczyła niezwykły krucyfiks Cimabuego z Santa Croce. Sławne, rzeźbione drzwi Porta del Paradiso, dzieło Lorenzo Ghibertiego woda pozbawiła pięciu brązowych płyt – znaleziono je poza miastem. Długo można wyliczać szkody, które wyrządziła powódź.

Zbiorowy wysiłek, trwające wiele lat prace restauracyjne i konserwatorskie sprawiły, że możemy nadal podziwiać piękno Florencji. Odrestaurowany krzyż Cimabuego wrócił na miejsce, tak jak wiele innych wspaniałych dzieł sztuki. Drzwi Ghibertiego także pysznią się swoją niezwykłą urodą.

Warto wspomnieć tę katastrofę sprzed ponad pół wieku. Wtedy jeszcze mocniej docenia się piękno Florencji. I hart ducha ludzi, którzy przywrócili jej blask i odkopali spod warstwy mułu.

Beata Zatońska

* zdjęcia - Wikimedia Commons