Andrea Mantegna i Filippino Lippi opowiadają o Kacprze, Melchiorze i Baltazarze

Święto Trzech Króli to jedno z najważniejszych świąt chrześcijaństwa. 6 stycznia to uroczystość Objawienia Pańskiego, nazywana też Świętem Trzech Króli. Oni właśnie, trzej magowie czy też monarchowie, składający hołd Dzieciątku, przedstawiani byli na wielu olśniewających dziełach sztuki. Przyjrzymy się dwóm obrazom renesansowych mistrzów – Andrei Mantegni i Filippinowi Lippiemu.


O samych królach wiadomo niewiele. Mówi o nich Ewangelia św. Mateusza, opowiadają teksty apokryficzne, m.in. słynna „Złota legenda” Jakuba de Voragine, włoskiego dominikanina, arcybiskupa Genui. „Złotą legendę” spisał w drugiej połowie XIII wieku, a dzieło cieszyło się zawrotną wręcz popularnością.

W Nowym Testamencie, w Ewangelii wg św. Mateusza, jest napisane: „Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». (…) Oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”. (Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum w Poznaniu, 2003).

Jak mieli imiona mędrcy, ewangelista nie wspomniał. Dowiadujemy się tego z inskrypcji na mozaice z 520 r., która znajduje się w Rawennie, w bazylice Sant’Apollinare Nuovo. Widać na niej trzy męskie postacie w kosztownych szatach. Każdy z dostojników w wyciągniętych rękach trzyma swoje dary dla Dzieciątka. Podpisani zostali „Balthassar, Melchior, Gaspar”.

Mantegna i magowie

Andrea Mantegna 1431-1506) we współczesnej wyobraźni miłośników sztuki zapisał się jako autor słynnego obrazu „Opłakiwanie zmarłego Chrystusa”, który teraz znajduje się w Pinakotece Brera w Mediolanie.

W latach 1497-1500 Mantegna namalował „Pokłon trzech króli” (tempera na desce 54.6 x 70.7 cm), obecnie w Getty Museum w Los Angeles.

To scena niemal intymna. Mamy pięć pierwszoplanowych postaci – jest święta rodzina, Józef po lewej stronie obrazu pozostaje trochę na uboczu. Spowita w złotożółtą materię Maria trzyma małego Jezusa, który wyciąga rączki w kierunku trzech magów. Kolory są stonowane, bohaterowie obrazu ukazani są na ciemnym tle. Kolorystyczne dominanty to wspomniana żółć i czerwień, obecna w szacie Józefa oraz turbanie ciemnoskórego maga. Nic nie rozprasza widza, monae skupić się na świętej rodzinie i tych, którzy przyszli z wizytą i darami.

Mantegna z pietyzmem namalował pojemniki z królewskimi darami. Jeden z nich jest z rzadkiej i bardzo cennej niebiesko-białej porcelany, dwa pozostałe wykonano z jaspisu i onyksu. Dary znajdują się w centrum kompozycji.



Gwar u Filippina Lippiego

Od intymności obrazu Mantegny przechodzimy do zgiełku i przepychu „Pokłonu trzech króli”, który namalował w 1496 r. Filippino Lippi (1457-1504). Dzieło jest teraz w Uffizi we Florencji. Ten obraz to olbrzym, 258×243 cm, zamówiony przez dominikanów, by zdobił ołtarz w kościele San Donato w Scopeto. W 1529 kościół został spalony podczas oblężenia Florencji, na szczęście obrazy, które się tam znajdowały, ocalały.

„Pokłon trzech króli” w 1481 r. dominikanie zamówili u Leonarda da Vinci. Leonardo przygotował wiele wspaniałych szkiców, dopracował kompozycję. Rysunek przeniósł na deskę i… został wezwany do Mediolanu, na dwór księcia Ludovica Sforzy, zwanego il Moro. Efekt pracy mistrza można podziwiać w Uffizi („Pokłon trzech króli”, 1481-1482, tempera z olejem na desce, 246 x 243 cm). Kompozycja jest genialna, symetria idealna.

Dominikanie bardzo chcieli mieć obraz „Pokłon trzech króli” w swoim kościele. Po 15 latach zwrócili się więc do Filippina Lippiego, artysty wywodzącego się z pracowni Botticellego, już opromienionego sławą, który miał na swoim koncie wiele wspaniałych dzieł.

Lippi inspirował się tym, co zrobił Leonardo. Jego obraz jest jednak inny w tonie i sposobie przedstawiania tej sceny. Mniej tu emocji, jest za to celebra i powaga. Filippino namalował wiele postaci, ma się wrażenie, że to wielki tłum, choć tak naprawdę jest ich kilkadziesiąt na różnych planach. Można wpatrywać się w ten obraz długo i zawsze znaleźć coś nowego, ciekawego. Są tu wyraziste linie, mocne kolory, pięknie oddane szaty. Wręcz słychać gwar rozmów i okrzyków.

W centrum oczywiście święta rodzina – Józef czuwający nad Marią i Jezusem. Dzieciątko czule obejmowane przez matkę wychyla się w stronę klęczącego przed nim jednego z przybyłych z daleka gości.

Najprawdopodobniej mnisi poprosili artystę, by zaczerpnął inspirację m.in. z homilii św. Augustyna. Święty z Hippony napisał, że Dzieciątko tego dnia było adorowane przez pogan, co miało unaocznić misję zbawienia wszystkich narodów na Ziemi. Dlatego po prawej stronie obrazu zgromadzili się ludzie o różnych kolorach skóry.

Na obrazie nie mogło oczywiście zabraknąć rysów twarzy najznakomitszych mieszkańców Florencji tamtego czasu. Jesteśmy po lewej stronie obrazu. Najstarszym królem jest Lorenzo Starszy Medyceusz, za nim zaś stoi jego syn Pierfrancesco, odziany we wspaniały żółty płaszcz obramowany futrem gronostaja. Nieopodal znajdują się pozostali dwaj magowie, czyli znowu Medyceusze – ubrany na czerwono Lorenzo i Giovanni il Popolano w zielonej szacie. Postać na pierwszym planie po prawej stronie, która wydaje się przedstawiać świętą rodzinę obserwatorom, to Piero del Pugliese, prawdopodobny pośrednik między mnichami Filippino i Medyceuszami.

U podstawy kompozycji znajduje się trójwymiarowa piramida, której wierzchołkiem jest postać Maryi z Dzieciątkiem, a bokami podstawy dwie klęczące postacie. Widać tu wpływ sztuki flamandzkiej, wyraźnie widoczny w dbałości o szczegóły, rozkład światła i krajobrazie rysującym się w oddali.

Beata Zatońska

Obrazy – Wikimedia Commons