Niezwykłe fantazje Piranesiego

Rok 2020 obfituje w ważne włoskie rocznice. 600 lat temu Filippo Brunelleschi rozpoczął budowę słynnej kopuły w katedrze we Florencji, 500 lat minęło od narodzin Rafaela Santi. Dwa stulecia temu urodził się Wiktor Emanuel II, ten sam, który w 1861 roku stanął na czele zjednoczonego Królestwa Włoch. W tym roku świętowaliśmy też setną rocznicę urodzin Federica Felliniego oraz śmierci Amedea Modiglianiego. Łatwo w tym wszystkim przeoczyć jeszcze jedną rocznicę – w październiku minęło 300 lat od narodzin Giovanniego Battisty Piranesiego.

Giovanni Battista Piranesi (1720-1778) nie był zwykłym grafikiem. Wyobraźnia tego jednego człowieka sprawiła, że całe pokolenia podróżników i turystów spoglądały na Rzym jego oczami. Nazwano go Rembrandtem ruin, bo nikt tak jak on nie umiał oddać ducha starożytności w zetknięciu z czasami mu współczesnymi. Widoki Rzymu przedstawiały miasto nowożytne z zatopionymi w nim świadectwami zamierzchłej wielkości miasta. Były niczym pocztówki wysyłane z podróży, próby utrwalenia wspomnień. Nic dziwnego, że cieszyły się ogromną popularnością i każdy lepiej sytuowany wędrowiec pragnął wyjechać z Rzymu z pracą Piranesiego. Rosła jego sława, rosły kolekcje jego prac na wielu dworach Europy.

Ruiny

Z czasem starożytne ruiny na rycinach Piranesiego zaczęły rosnąć, stawały się coraz bardziej monumentalne, demoniczne, przejmowały kontrolę nad tym, co nowsze. Ten brak proporcji fascynował, a wyobraźnia Piranesiego zadziwiała. Maleńkie postacie ludzi gdzieś u podnóża masywnych budowli, przyroda wdzierająca się między łuki i kolumny. Zwycięstwo ducha nad materią. Historia rozdzierająca serce na oczach nieświadomych mieszkańców miasta, zapewne głęboko przekonanych o swym panowaniu nad światem. Piranesi stworzył pewien wzór widzenia Rzymu, który udzielił się wszystkim odwiedzającym to miasto w epokach późniejszych. Dziewiętnastowieczne pamiętniki z podróż pełne są cichych rozczarowań, gdy okazywało się, że prawda nie dorównuje wyobraźni mistrza. Kolumny nie wystrzelały w niebo, łuki nie zaczepiały chmur, a Koloseum było po prostu budowlą, a nie demonicznym uosobieniem starożytności.

Więzienia

Swoboda twórcza Piranesiego znalazła ujście w niezwykłych fantazjach więziennych. Cykl rycin, które powstały, gdy artysta miał zaledwie dwadzieścia kilka lat, obejmował 14 prac. Wtedy nazwał je kaprysami więziennymi. Kilkanaście lat później dodał dwie nowe prace, a istniejące gruntownie przerobił, po czym całość drugiego wydania zatytułował „Więzienia wyobraźni” (1861). Czym są tytułowe więzienia Piranesiego? Na pewno nie ciasnymi celami bez okien, jak zwykliśmy je postrzegać. Przypominają wnętrza ogromnych starych zamków, pełne niekończących się schodów, które prowadzą donikąd. Łuki, podcienia, korytarze, wielopiętrowe, skomplikowane układy przejść łączących się ze sobą bez końca, bez początku. O więziennym charakterze tego miejsca przypominają zakratowane okna, od czas do czasu jakieś urządzenia do tortur. Zamki nie są puste, ale znajdujący się tam ludzie nie zajmują nawet ułamka tej przestrzeni. Widzimy pojedyncze postacie, nie wiadomo, kto kat, kto ofiara. A może w tej fantastycznej przestrzeni nie istnieje tak prosty podział? Przedstawienie tych architektonicznych scenografii, gęstość kreski, nasycenie i zagęszczenie detali, łączenie niepołączalnego zatrzymuje dech w piersiach. Pojawia się niepokój, ale i hipnotyczne uzależnienie, chęć wejścia w głąb tej metafizycznej konstrukcji.

Chce się sprawdzić, co naprawdę jest u szczytu schodów, gdzie prowadzą, kto stoi za kolumną, czyj jest cień przebiegający pod łukiem. Ale czy to a pewno jest na rycinie? A może świat fantazji stworzony przez Piranesiego zaczął już żyć swoim życiem? 



Spotkanie

Od 28 września 2020 r. do 5 stycznia 2021 r. na Zamku Królewskim w Warszawie odbywa się wystawa w 300. rocznicę urodzin mistrza pt. „Uwięziony geniusz. Giovanni Battista Piranesi”. Zaprezentowano na niej cały cykl z drugiego wydania Więzień. 16 rycin, na co dzień znajdujących się w niedostępnych dla publiczności zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego w ramach kolekcji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Teraz można je obejrzeć z bliska, dać się porwać wizji twórczej Piranesiego. 16 powodów, dla których warto odwiedzić Zamek Królewski. 16 spotkań z twórczością doskonałą technicznie i niezwykłą emocjonalnie. 16 więzień, które zapraszają w głąb swych tajemnic.
Zdecydowanie warto odwiedzić tę wystawę.

Magdalena Giedrojć